Po wczorajszej, firmowej Wigilii, na lekki kacu dzisiaj będąc, mając pewne refleksje i przemyślenia, postanowiłem nieco pobawić się słowem pisanym, a co za tym idzie - opisać te i owe (zwłaszcza owe) w dziele(?) pod tytułem poniższym: "Święta Nasze Te Prawdziwe" Płoną świece, stygnie wódka i kolęda jeszcze krótka, nikną w paszczach pyszne dania świątecznego zakłamania, Goloneczka i ciasteczka, opłateczek i owieczka, opowieści pana domu, gdzie i kiedy j e b n ą ł komu... Nim rzeźnicki nóż u mamy szynki walec rozpołowi, opowieści co Was skręca kilka jeszcze słów dopowiem, Atmosfera wyciszenia, teraz dziadek swe wspomnienia, recytuje znów z pamięci, aż mnie prącie z tego swędzi Ciotka łasi się do wuja, przytulanki i macanki, chociaż wujek (lecz na boku) rucha swą sąsiadke z bloku, Są przy stole małolaty, co się boją swego taty; bo to kawał **********, lecz jak bije - to ich wina, Jest też w końcu psinka mała, co ją tata butem trąca, tylko ona jest prawdziwa i pod stołem raźno pląsa, Setki domów i tysiące, wszędzie zaległ nastrój błogi, pośród życzeń i złorzeczeń, czas zatrzymał się w pół drogi, Grają skocznie dzieciąteczku, co w barłogu od połogu - świat zbawiło; oczywiście, na zbawienie swe nie liczcie; Osobowy Bóg i Diabeł - demoniczni, bo zbyt prości, lecz pamiętaj: między nimi jest ocean możliwości, Czy Wigilia, czy Sąd Boży, uwierz sobie - nie w symbole, by człowiekiem być - dla innych, na tym ziemskim łez padole