Niemcy coraz bardziej boją się konkurencji ze wschodu Europy. Polska stanowi główne zagrożenie?

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Andreas Marquardt, prawnik, od 2009 prezes Federalnego Urzędu Transportowego wypowiada się na temat kabotażu w niemieckim sektorze transportu.

DVZ: Niemieccy przedsiębiorcy narzekają na ogromną presję stawek transportowych i spadające obroty. Jak naprawdę radzi sobie krajowy transport? 

Marquardt: Jeśli chodzi o popyt, ostatnimi czasy niemieckie przedsiębiorstwa mogą korzystać z dobrej koniunktury. Jednak dzięki statystykom opłat drogowych możemy zaobserwować na naszych drogach stale rosnącą liczbę zagranicznych pojazdów ciężarowych. Obroty w zeszłym roku wprawdzie nie należały do najwyższych, spadły także ceny transportu towarów. To wszystko za sprawą spadku cen paliw, który odciążył znacznie wiele przedsiębiorstw, pozwalając na obniżenie kosztów i zmniejszenie presji. Dawno już liczba postępowań upadłościowych nie była tak niska. 

DVZ: Mimo to niemieccy przewoźnicy tracą wciąż udziały w rynku na rzecz wschodnioeuropejskiej konkurencji. Jest jakieś wyjście dla tej sytuacji?

Marquardt: Niemieckie przedsiębiorstwa stale tracą udział w rynku transportu międzynarodowego. Tego trendu nie da się już zatrzymać. Jednak firmy z Niemiec wciąż mają ponad 95% udziału w transporcie krajowym, mimo że liczba tras kabotażowych wciąż rośnie. 

DVZ: Wielu przedstawicieli z branży poddaje w wątpliwość oficjalne statystki dotyczące kabotażu. Zaczyna się mówić o nieujawnianych liczbach dotyczących nielegalnych przewozów kabotażowych. Czy w Niemczech za mało jest kontroli? 

Marquardt: Federalny Urząd ds. Transportu Towarów (BAG) kładzie nacisk na kontrolę kabotażu. Tylko w 2015 wydano 540 orzeczeń o karach grzywny na łączną kwotę 650 000 euro. Należy tu jednak pamiętać, że zleceniodawcami usług kabotażu są niemieccy spedytorzy i niemieccy załadowcy, a wiele pojazdów ciężarowych spoza kraju należy do zagranicznych spółek-córek niemieckich firm spedycyjnych. 

DVZ: Czy nie powstaje zatem konflikt interesów spedytorów i przewoźników?

Marquardt: Taka jest gospodarka i nie mnie oceniać ten stan rzeczy. Rozumiem, że niemieckie przedsiębiorstwa transportowe obserwują ten rozwój sytuacji z niepokojem, jednak kabotaż to, w gruncie rzeczy, nic złego.


Zobacz również