Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W ostatnich tygodniach czeskie służby prowadziły kontrole zagranicznych kierowców pod kątem przestrzegania przepisów o delegowaniu. Okazuje się, że nie przestrzegają ich głównie truckerzy z Zachodu.

Czesi 1 kwietnia br. wprowadzili przepisy dotyczące delegowania pracowników, które obejmują także zagranicznych kierowców. Zgodnie z nimi kierowca musi posiadać w kabinie dokumenty potwierdzające jego zatrudnienie (umowa o pracę lub podobna umowa zawarta między delegowanym pracownikiem a pracodawcą) przetłumaczone na język czeski oraz zaświadczenie A1.

W październiku ruszyły kontrole kierowców z zagranicy pod kątem przestrzegania wspomnianych wyżej regulacji. Jak wynika z informacji, jaką przesłał Polskiej Unii Transportu czeski związek transportowy CESMAD, na razie kontrole kończą się jedynie upomnieniami. Mandat, jaki przewidują Czesi za brak wymaganych dokumentów, może wynieść nawet 500 tys. koron czeskich (ok. 83 tys. złotych).

Wyniki kontroli

O rezultatach działań czeskich służb informuje Polska Izba Spedycji i Logistyki (PISiL).

Władze Republiki Czech wykazały, że przewoźnicy z Europy Zachodniej nie przestrzegają zasad Dyrektywy o delegowaniu pracowników” – czytamy w komunikacie PISiL.

Jak podkreśla Izba, celem inicjatywy Czechów było m.in. udowodnienie krajom zachodnim, że przepisy o delegowaniu już w obecnym kształcie nie są przez nie przestrzegane. Zaostrzenie ich nie jest więc właściwą drogą. Nieskuteczność obowiązujących regulacji wynika bowiem przede wszystkim z braku ich egzekwowania.

Komentarz redakcji:

Po raz kolejny Zachód pokazuje, że za zaostrzeniem przepisów o delegowaniu stoją nie fatalne warunki pracy kierowców i chęć ich poprawy, a walka ze wschodnią konkurencją. Lekceważenie krajowych regulacji jednego z członków Unii, przy jednoczesnym forsowaniu surowszych przepisów na szczeblu unijnym, jest kolejnym krokiem na szczyt hipokryzji.

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu