Tak się jednak składa, że do przyszłego roku wykonawca musi dokonać jeszcze wielu prac, m.in. pielęgnację zieleni, a także przygotowanie projektu powykonawczego, a jego opracowanie trwa nawet pół roku. Zatem budowa musi trwać dalej. Rzecz w tym, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wyznaczyła termin zakończenia robót na grudzień 2011 r.
Wiąże się to z niewypłaceniem pieniędzy z Krajowego Funduszu Drogowego na utrzymanie 62-kilometrowej drogi spółce GTC. Koncesjonariusz będzie jednak zobligowany, tak jak na pomorskim odcinku A2, do odprowadzania do tego funduszu pieniędzy pobranych od kierowców na bramkach. W takiej sytuacji zarządca A1 straci.
Spółka, w celu ochrony swoich interesów, postanowiła wejść w spół z urzędnikami. Władze odezwały się do Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu w celu wyznaczenia eksperta, mającego rozstrzygnąć konflikt i wskazać czy termin zakończenia inwestycji jest właściwy. Decyzja ta zapadnie w ciągu 60 dni.
Dodatkowym problemem jest, iż GTC musi zapłacić dodatkowo za szybszą realizację autostrady wykonawcom. Mowa o kwocie w wysokości ok. 160 mln zł.
Co ciekawe, problem ten nie dotyczy jednak kierowców. W połowie października pojadą nową trasą: Konflikt toczy się niezależnie od kwestii przejezdności autostrady. Nie powinno być też zmian terminu jej otwarcia – tłumaczy Urszula Nelken, rzecznik prasowy GDDKiA.
Autor: Łukasz Majcher















