Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Pod koniec czerwca ruszyły rządowe programy wsparcia elektromobilności. Wśród nich e-VAN, obejmujący dostawczaki. Entuzjaści liczyli, że program może zmienić kształt flot polskich przewoźników. Niestety, nie wiedzieli, że w praktyce niektóre firmy, na przykład spedycje, będą z niego wykluczone.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej opublikował właśnie wytyczne związane z praktycznym wykorzystaniem środków ze wspomnianego programu. I tam – przykra niespodzianka. Okazuje się, że nie wszyscy przedsiębiorcy zainteresowani wsparciem w zakupie elektrycznego dostawczaka będą mogli na nie liczyć.

Wsparcie (…) umożliwia przedsiębiorcom posiadanie nowoczesnego oraz bezemisyjnego taboru do świadczenia usług m.in.: przeprowadzkowych, pocztowych lub kurierskich, usług transportu zintegrowanych ze sprzedażą towarów (dostawa zakupionych towarów do klienta) albo usług obejmujących zbieranie i przetwarzanie odpadów” – tłumaczy Fundusz.

Równocześnie jednak dodaje, że “drogowy transport towarów, w szczególności świadczenie usług transportowych lub spedycyjnych, nie może być wykonywany przy wykorzystaniu dotowanych przez NFOŚiGW pojazdów”. Jak lakonicznie tłumaczy, “obostrzenie to wynika z warunków udzielania pomocy de minimis”.

70 mln zł. Tylko dla kogo?

Przypomnijmy, że program ruszył 26 czerwca, kiedy rozpoczął się nabór wniosków od zainteresowanych wsparciem przedsiębiorców.

Jak podawało Ministerstwo Klimatu, “przewidziano dotacje do 30 proc. kosztów kwalifikowanych (do 70 tys. zł) na zakup/leasing pojazdów elektrycznych oraz do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, lecz nie więcej niż 5 tys. zł na nabycie punktu ładowania o mocy do 22kW”.

W sumie cały program e-VAN ma, zgodnie z danymi podawanymi przez resort, mieć budżet w wysokości 70 mln zł.

Oprócz programu obejmującego dostawczaki, zostały jeszcze uruchomione takie, które obejmują taksówki i pojazdy osobowe. Ten pierwszy jednak miał być (obok taksówek), zdaniem wiceprezesa NFOŚiGW Artura Lorkowskiego jednym z ważniejszych, ponieważ z uwagi na wysoki przebieg aut dostawczych ich wsparcie ma przynieść “największy efekt ekologiczny”.

Realne wsparcie czy inicjatywa pilotażowa?

Programy te jednak, jak na razie, nie wydają się rewolucjonizować polskiej floty.

Niepokojąco słaby efekt programów wsparcia elektromobilności: „Zielony samochód”, „eVAN” i „Koliber” stanowi bardzo wyraźny znak dla autorów projektów, że niezbędne jest skorygowanie ich założeń – przekonuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Wtóruje mu Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA, który twierdzi, że wspomniane programy należy “traktować przede wszystkim jako inicjatywy pilotażowe, pozwalające na zebranie praktycznych doświadczeń zarówno przez branżę, jak i przedstawicieli administracji”.

Branża wyraża nadzieję, że to wstęp do dalszego rozszerzenia zakresu wsparcia – dodaje.

Rzeczywiście, z danych upublicznionych przez PZPM wynika, że w ciągu pierwszego półrocza tego roku zarejestrowano tylko 89 elektrycznych nowych i używanych samochodów dostawczych oraz ciężarowych (są liczone przez Związek łącznie). Oznacza to spadek aż o 14 proc. rok do roku.

-
+

fot. PZPM

Lepiej było w innych segmentach pojazdów. Liczba rejestracji elektrycznych samochodów osobowych wzrosła o 65 proc. Autobusów aż o 116 proc.! Trzeba jednak pamiętać, że te ostatnie nie są objęte żadnym ze wspomnianych wyżej programów wsparcia, a i osobowe obwarowane są sporymi barierami. Jak wskazuje przedstawiciel PZPM, kluczowe jest, by w przyszłości podnieść limit ceny pojazdu i kwoty dofinansowania. W przeciwnym razie program nie będzie obejmował wielu modeli, oferowanych dziś na rynku przez producentów.

Fot. Pixabay/anaterate/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu