Na stronie internetowej pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej (daserste.de) pojawił się w grudniu artykuł, w którym kierowców ze Wschodniej Europy nazwano niewolnikami w ciężarówkach.
Nagonka niemieckich mediów na wschodnioeuropejskie firmy transportowe trwa w najlepsze. Niemcy, podobnie jak Francuzi, czują na plecach oddech silnej konkurencji ze Wschodu i szukają sposobu na pozbycie się rywali z europejskiego, czy choćby krajowego rynku. Zwłaszcza, że 40% ciężarówek krążących po federalnych autostradach pochodzi z zagranicy i to najczęściej ze Wschodu Europy. Naszych sąsiadów niepokoi również fakt, że udział krajowych przedsiębiorstw w niemieckim transporcie międzynarodowym jest wręcz szczątkowy. Jak informuje profesor Karlheinz Schmidt z branżowego związku BGL, stanowi on zaledwie 12 czy 13%.
Dumpingowe stawki
Niemcy, podobnie jak Francuzi, Austriacy, czy Holendrzy nie są w stanie konkurować cenami usług z polskimi, rumuńskimi czy bułgarskimi firmami transportowymi, które wypłacają kierowcom znacznie niższe wynagrodzenie. W Niemczech przewoźnik musi zapłacić pracownikowi średnio 2500 euro miesięcznie. Natomiast, jak podkreślają redaktorzy niemieckiego portalu daserste.de, Polacy, Litwini, Bułgarzy, Rumuni, czy Węgrzy zarabiają miesięcznie od 500 do 1700 euro z dietami.
W programie padło stwierdzenie, że kierowcy nazywają samych siebie się współczesnymi niewolnikami, a niektórzy z powodu trudnych warunków pracy, marnej pensji oraz tęsknoty za domem i rodziną niekiedy uciekają się w alkohol.
“Koczownictwo” na zajazdach
Niemcom przeszkadza również, że Polacy, Rumuni, czy Bułgarzy spędzają cotygodniowy 45-godzinny odpoczynek na zajazdach przy ich autostradach. W Belgii i Francji zakazane jest odbycie prawie dwudobowej przerwy w pracy w kabinie pojazdu, a za niestosowanie się do tego przepisu grozi 1800 euro kary. Niemcy planują już wprowadzenie podobnego zakazu.
Podwójna moralność
Okazuje się jednak, że sami Niemcy korzystają chętnie z “taniej siły roboczej”. Redaktorzy portalu daserste.de dotarli do litewskiego kierowcy ciężarówki, który na zlecenie producenta samochodów Audi, woził części z bawarskiego miasta Ingolstadt do Francji za 800 euro miesięcznie (stawka z dietami).
Łatwo jest oceniać innych, spojrzeć na siebie znacznie trudniej. Niemcy, mimo wszystko, liczą na zdecydowane działania Komisji Europejskiej przeciwko wschodnioeuropejskiemu dumpingowi socjalnemu w transporcie i jednocześnie na poprawę w krajowym sektorze.
__________________________________________










