Koszmar białoruskich kierowców zatrudnionych na Litwie

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 4 minuty

Przedstawiciele związków zawodowych ze zdumieniem wysłuchują kierowców z Białorusi. Ci, któzy zdecydowali się do nich zwrócić, nie ukrywają niczego. Nie mogą dochodzić swoich praw zgodnie z lokalnym kodeksem pracy, ponieważ firmy, w których są oficjalnie zatrudnieni, są zarejestrowane w Obwodzie Kaliningradzkim.

“Pomimo tego, że ci kierowcy pracują na terytorium Litwy, dokumenty wskazują na zatrudnienie w firmach, faktycznie działających w Kaliningradzie”, – mówi rzecznik związku zawodowego “Solidarność”, Vytautas Kašėta.

Lokalne instytucje są bezradne, ponieważ kierowcy oficjalnie nie są zatrudnieni przez litewskie przedsiębiorstwa. Inspekcja może interweniować tylko wtedy, jeśli zatrudniony jest obywatelem Litwy, bądź też pracuje w firmie, zarejestrowanej na jej terytorium.

“Znamy przypadek, kiedy kierowca z Białorusi pracował nieustannie przez kilka tygodni bez dni wolnych. W tym czasie spędził z rodziną tylko jedną dobę”, – twierdzi przedstawiciel “Solidarności”.

W przypadku sprzeciwu kierowca spotyka się z groźbami pobicia i “pozostania na Litwie na zawsze”, bez możliwości powrotu do domu.

Bez paszportu i praw jazdy

Historia pewnego pracownika, zatrudnionego w dużej firmie przewozowej, zadziwia wszystkich.

Kilkunastu niezadowolonych z pracy kierowców zorganizowało spotkanie, na którym szukali sposobu na polepszenie warunków zatrudnienia. Niedługo potem inicjatorowi spotkania odebrano paszport, prawa jazdy i inne dokumenty. Pracodawca zapewnił, że potrzebuje ich do załatwienia jakichś formalności. Kiedy jednak kierowca chciał wrócić do domu i upomniał się o dokumenty, spotkał się ze zdziwieniem przełożonego, który „pierwszy raz słyszy o jakichś dokumentach”.

100 euro na fundusz gwarancyjny

Kierowcy, którzy zgłosili się do związku zawodowego, opowiadają o tzw. funduszu gwarancyjnym.

“W jednej firmie jest to 500, w innej – 1000 euro. To taka kaucja dla pracodawcy za ewentualne szkody, wyrządzone przez pracownika. W zasadzie to wygląda tak, że kierowca, jeśli che pracować w danej firmie, musi jej zapłacić”, – mówi V. Kašėta.

Niektórzy pracodawcy zwracają kaucję w całości, inni – tylko częściowo, ponieważ kierowca “coś tam uszkodził”. Zdarza się również, że tych pieniędzy kierowca nie otrzymuje wcale. W końcu dowód na to, że je wpłacił, nie istnieje.

Łapówki i zgon w kabinie ciężarówki

Rzecznik “Solidarności” zapytany o to, czy litewscy pracodawcy wyzyskują tylko Białorusinów, czy też są znane takie przypadki względem Ukraińców, odpowiada, że reguł pod tym względem nie ma.

“Jeśli chodzi o czas pracy kierowców, to i Białorusini, i Ukraińcy są traktowani podobnie. Litewscy przewoźnicy wolą zatrudniać ich, niż Litwinów, ponieważ mogą swobodnie na nich zarobić. My, jako naród, już się uwolniliśmy od piętna kultury radzieckiej, a pracownicy z tych państw nadal zgadzają się na wszystko”, – dodaje rozmówca.

Argumentuje tok swojego rozumowania zachowaniem kierowców, jeżdżących do Rosji. Tam panują zupełnie inne warunki na drogach i inne relacje z policją. Trzeba się wykazać posłuszeństwem i pokorą.

Zdarza się, że przełożeni przekazują kierowcom odpowiednie kwoty, przeznaczone na łapówki dla policji i celników. Najgorsze, że przewoźnicy później potrącają je z wynagrodzenia kierowców. Dowodów na to, że cała suma poszła na łapówki, przecież nie ma.

Na tym nie kończą się problemy. Istotnym pytaniem są ubezpieczenia zdrowotne kierowców.

Pewien Białorusin, pracujący na Litwie od kilku miesięcy, zmarł w trakcie jazdy. Szczęściem obyło się bez wypadku, ponieważ kierowca zdążył się zatrzymać. Posiadał tylko kopię ubezpieczenia. Co by było, gdyby było nieważne?

Autor: Bartłomiej Nowak

Zobacz również