Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Przewoźnicy wjeżdżający do Polski zza wschodniej granicy będą mogli wwieźć do kraju maksymalnie 200 litrów paliwa, a nie jak dotąd 600 – takie zmiany planuje Ministerstwo Finansów. Dla wielu firm wiązać się to będzie z ogromnymi dodatkowymi kosztami. Już po pierwszym roku obowiązywania zmian, mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa zapłacą za paliwo 195,4 mln zł więcej, zaś duże – o 2,3 mln zł. Mimo to przedstawiciele polskiej branży transportowej chwalą pomysł. Według nich wyeliminuje on nieuczciwą konkurencję, przede wszystkim tę od przewoźników ze Wschodu.

Projekt zmian w prawie celnym i w ustawie o podatku akcyzowym wprowadza limit 200 litrów paliwa wwożonego z państw trzecich w standardowych zbiornikach pojazdów mechanicznych i pojemnikach specjalnego przeznaczenia, za które nie trzeba będzie zapłacić cła i akcyzy. Obecnie nie ma limitów celnych, zaś akcyzowe mocno się różnią. W pierwszych z wymienionych zbiorników można zabrać nawet do 600 l, zaś w tych drugich – do 200 l.

Brak jest spójności pomiędzy przepisami celnymi i podatkowymi w tym zakresie, co powoduje, że paliwa przywożone w standardowych zbiornikach pojazdów powyżej wskazanych ilości są zwolnione z należności celnych przywozowych, nie są natomiast zwolnione z podatków – zauważają autorzy projektu i chcą wprowadzić spójność w przepisach.

Przede wszystkim resortowi zależy jednak na ukróceniu procederu przywożenia ze Wschodu dużych ilości tańszego paliwa i odsprzedawania go w naszym kraju, na czym wyraźnie traci Skarb Państwa.

Instytut Logistyki i Magazynowania oszacował, że gdyby nowe przepisy weszły na początku tego roku, do budżetu wpłynęłoby blisko 377,7 mln zł więcej. Jeśli zaczną obowiązywać od 1 czerwca, jak jest to planowane, wówczas wpływy urosną o niemal 220 mln zł.

Nawet 120 mln litrów oleju napędowego ze Wschodu!

A skala problemu z paliwem zza granicy jest ogromna.

– Przez ścianę wschodnią zalewa nasz kraj paliwo bez wniesionej akcyzy, opłaty paliwowej i cła. Do Polski wwożą je nie tylko rosyjscy i białoruscy przewoźnicy, ale również krajowi… Gdyby jeszcze oszczędności z tego wynikające zostawiali dla siebie, to w porządku. Ale korzystając z taniego paliwa psują rynek, zaniżając stawki frachtów do poziomów, do których nie mogą zejść przewoźnicy korzystający z paliwa zakupionego na terenie UE – tłumaczy Maciej Wroński, prezes TLP.

– Przyjmując, iż z Rosji i Białorusi mamy około 300 tysięcy wjazdów do Polski, możemy łatwo oszacować o jaką skalę wwożonego paliwa chodzi. Pomnóżmy tę liczbę przez 400 litrów, czyli różnicę między obecnym limitem, a proponowanym. To daje 120 mln litrów oleju napędowego! – szacuje Wroński.

Dodaje przy tym, że już obecny limit 600 litrów umożliwia kierowcy przejechanie prawie 2 tysięcy km. To niemal tyle, co dojechanie do granicy francusko-hiszpańskiej. A to wszystko na nieopodatkowanym paliwie.

Paliwie, które, zdaniem eksperta, w wielu przypadkach jest nielegalnie odsprzedawane jeszcze w Polsce.

Ci przewoźnicy mają się czego obawiać

Autorzy projektu przekonują, że 200 l w baku to rozsądne ograniczenie. Można na nich bowiem przejechać ponad 600 km. Tymczasem „średnia liczba kilometrów koniecznych do pokonania przez pojazd w drodze do siedziby firmy po zakończeniu obsługi importu to 100 km” – liczą, opierając się na danych Instytutu Logistyki i Magazynowania dla Ministerstwa Rozwoju.

Nie da się jednak ukryć, że na nowych limitach mogą stracić niektórzy przedsiębiorcy. Ściślej – ci, którzy dotąd wwozili do Polski paliwo ze Wschodu, bo zmuszeni będą do kupowania w kraju. A tu jest ono droższe. Już w pierwszym roku obowiązywania prawa, duże firmy transportowe będą musiały wydać w sumie ponad 2 mln zł więcej, mniejsze – nawet ponad 195 mln. W ciągu dziesięciu lat dla tych pierwszych wydatki zsumują się do kwoty 43,5 mln zł. Tych drugich, do niebagatelnych 3710,3 mln zł!

 

Dodatkowe wydatki firm z branży transportowej na paliwo po wprowadzeniu mniejszego limitu na paliwo (w zł):

1 rok od wejścia w życie zmian 2 lata 3 lata 5 lat 10 lat Łącznie (0-10 lat)
Duże przedsiębiorstwa* 2,3 mln 4 mln 4,2 mln 4,5 mln 5,13 mln 43,5 mln
Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa** 195,4 mln 346 mln 357,4 mln 379,5 mln 434,9 mln 3710,3 mln

* Przedsiębiorstwa międzynarodowego zarobkowego transportu samochodowego posiadające 51 i więcej pojazdów.

** Przedsiębiorstwa międzynarodowego zarobkowego transportu samochodowego posiadające od 1 do 50 pojazdów.

Źródło danych: „Ocena skutków regulacji” projektu Ministerstwa Finansów (założono w niej m.in. wzrost ruchu ciężarowego o około 3,5 proc. – 4,5 proc. rocznie).

Walka z „nieuczciwą konkurencją”

Maciej Wroński przekonuje jednak, że regulacja uderzy wyłącznie w niewielki, jednocyfrowy procent polskich przewoźników, działających na Wschodzie, a wielokrotnie nadużywających uprzywilejowanej pozycji. Reszta tylko na tym zyska, wyraźnie ma zostać bowiem ograniczone działanie, które prezes TLP wprost nazywa „nieuczciwą konkurencją”.

Mowa o wspomnianym już zaniżaniu stawek przez przewoźników ze Wschodu, czy to krajowych, czy zagranicznych, możliwemu właśnie dzięki korzystaniu z tańszego paliwa. Wielokrotnie jest to poza zasięgiem firm transportowych z zachodniej części Polski, które mogą kupować wyłącznie surowiec po krajowych cenach.

Mandat, a nawet sankcje karne

Regulacja dotknie też ponad 6,5 tys. krajowych producentów i dystrybutorów paliw, ponieważ przewiduje się, że „wpłynie ona na zwiększenie popytu i sprzedaży surowca na terytorium Polski”. Więcej pracy będą miały również jednostki organizacyjne urzędów celno-skarbowych, odpowiedzialne za sytuację na granicach Polski z krajami niebędącymi członkami UE.

„Projektowana regulacja spowoduje bowiem intensyfikację czynności z zakresu kontroli pojazdów wjeżdżających do Polski zza wschodniej granicy przez organy celne” – czytamy w ocenie jej skutków. Przedstawiciele władz już teraz ostrzegają branżę transportową przed karami.

– Jeśli w baku będzie więcej paliwa, niż dopuszcza limit, wówczas przewoźnik będzie musiał zapłacić odpowiednie należności celno-podatkowe. Jeżeli nie zgłosi tego wcześniej to w postępowaniu mandatowym może zostać mu wymierzona grzywna od 210 zł do 4 200 zł (średnia wysokość mandatu w tego typu przypadkach wynosi 500 zł). Warunkiem zastosowania postępowania mandatowego jest uiszczenie wymagalnej należności celnej uszczuplonej czynem zabronionym – powiedział nam Piotr Pogorzelski, zastępca dyrektora Departamentu Ceł w Ministerstwie Finansów.

Opisywany projekt znajduje się na etapie konsultacji publicznych.

Jak wygląda sprawdzanie ilości paliwa w baku?

Zajmuje się tym funkcjonariusz celno-skarbowy, który korzysta z narzędzia (przymiar do pomiaru ilości paliwa) oraz  urządzenia do przepompowywania paliwa. Zebrane dane porównuje z tymi zadeklarowanymi przez kierowcę samochodu ciężarowego. Gdy normy są przekroczone, trzeba zapłacić odpowiednie należności celne oraz podatkowe. Jeśli kierowca celowo będzie starał się wprowadzić w błąd kontrolę, grożą mu sankcje karne.

Nie odnotowaliśmy przypadków, w których kierowca pojazdu ciężarowego deklarowałby pozostawienie na przejściu granicznym paliwa przewożonego ponad normę, ponieważ w takich sytuacjach dokonuje on zapłaty należności celno-podatkowych ciążących na wwożonym ponad normę paliwie – tłumaczy w przesłanym nam komunikacie st. rachm. Edyta Chabowska, mł. ekspert Służby Celno-Skarbowej.

Fot. Pixabay/IADE-Michoko

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu