To miało być rutynowe zatrzymanie, a okazało się, że policjanci będą mieli co wspominać. Wszystko przez pomysłowość kierowcy ciężarówki, którego zatrzymano za jazdę pod wpływem alkoholu. Tłumaczył się mundurowym, że został… porwany i upojony alkoholem przez złodziei, którzy próbowali ukraść jego ładunek!
Początek tej historii jest podobny do wielu innych zdarzeń z życia policjantów lub kierowców ciężarówek. Wydarzyła się 8 listopada br., na drodze krajowej nr 3 w okolicy Bolkowa (Dolny Śląsk).
Policjanci zostali zaalarmowani, że ciężarówka wpadła na kilka znaków drogowych, uszkadzając je i odjechała w dalszą drogę. Mundurowych uprzedzono, że kierowca auta ciężarowego może być pijany.

Patrole policji ruszyły w drogę za sprawą kolizji. Poszukiwania zakończyły się sukcesem – mundurowi zauważyli ciężarówkę z widocznymi na pierwszy rzut oka śladami po zderzeniu. Auto zostało zatrzymane, jego kierowca przebadany i okazało się, że jest pijany: miał w organizmie 1,6 promila alkoholu.

Pijany kierowca, którym okazał się być 43-letni krakowianin, miał bardzo… nietypowe wyjaśnienie swojej niedyspozycji. Otóż przekonywał policjantów, że gdy wracał z kilkudziesięcioma tonami ładunku z Holandii, już w Polsce został napadnięty, uprowadzony, zastraszony bronią i upity!
Jak się jednak uwolnił i znalazł na krajowej „trójce”, tego już wyjaśnić nie potrafił – opowiada komisarz Kamil Rynkiewicz z biura prasowego policji dolnośląskiej.
Rzecz jasna, policjanci nie dali wiary fantastycznej opowieści pijanego kierowcy. On sam będzie miał teraz poważne problemy. Trafi przed sąd i musi się liczyć zarówno z karą więzienia, jak też z zakazem prowadzenia pojazdów.









