Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W 2017 roku branża TSL żyła zupełnie innym wirusem, niż teraz. Robak NotPetya, spowodował, że cała infrastruktura IT firmy Maersk zatrzymała się w ciągu siedmiu minut. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pewne kluczowe dane zachowały się w nigeryjskim oddziale firmy, gdzie w czasie ataku wirusa… nastąpiła awaria zasilania. Przez to nie mógł on zainfekować części komputerów.

Z tego zalążka zespół IT firmy mozolnie odtworzył 5 tys. serwerów i 45 tys. urządzeń osobistych i przywrócił firmie pełną operacyjność. Straty oszacowano na 300 mln dolarów. Atak dotknął także FedEx (za pośrednictwem przejętego wówczas TNT) i spowodował 400 mln dolarów strat.

Nieco ponad rok później w krótkim odstępie czasu zdarzyły się dwie katastrofy nowiutkich Boeingów 737 Max, w których zginęło łącznie 346 osób. Loty tych samolotów zostały zawieszone, a CNN oszacowało straty koncernu na niemal 19 miliardów dolarów (!!!). Jak wykazało później dochodzenie Bloomberga, do tworzenia oprogramowania samolotu (a właśnie ono było przyczyną katastrof) Boeing oraz jego podwykonawcy zatrudniali niskopłatnych pracowników tymczasowych z Indii, bez doświadczenia w branży lotniczej.

Co łączy te dwie sprawy? Maersk już pod koniec zeszłego roku zapowiedział cięcia personalne. Umotywował je koniecznością zwiększenia środków na inwestycje w swoją ekspansję w zakresie transportu lądowego oraz zwiększonymi kosztami paliwa do statków (w związku z dyrektywą IMO 2020). Jak donosi renomowany, śledczy serwis IT – „The Register” – Maersk planuje zwolnić między innymi swój dział IT, który pracował nad podniesieniem firmy po ataku wirusa NotPetya i… zastąpić go outsourcingiem pracowników z Indii. Pracownicy dowiedzieli się o tym przypadkiem – znaleźli ogłoszenia na swoje stanowiska pracy na indyjskim serwisie rekrutacyjnym.

Czy dopiero z perspektywy czasu możemy zauważyć irracjonalność tych działań? Niby zdrowy rozsądek i doświadczenie podpowiada nam, że nie jest mądrze zlecać wykonanie krytycznego oprogramowania tanim, niedoświadczonym pracownikom. Niby po stracie 400 mln dolarów w ciągu 7 minut  powinno się dmuchać na zimne w kwestii bezpieczeństwa IT. Niby równie nierozsądnym jest uzależniać całą swoją produkcję i łańcuch dostaw od jednego państwa, w którym w dowolnym momencie może wybuchnąć kryzys, wojna albo… zakaźna choroba, która sparaliżuje fabryki i logistykę.

Pandemia koronawirusa obnaża nasze błędy

A jednak to robimy – ignorujemy zdrowy rozsądek, a nieraz doświadczenie i fakty. Bo przecież co roku musimy się wykazać przed inwestorami i rynkiem przynajmniej dwucyfrowym wzrostem przychodów, śmiałym planem ekspansji lub przebiegłym sposobem na optymalizację kosztów. Nie przywykliśmy do tego, że natura, różne czynniki, na które nie mamy wpływu, ma w poważaniu nasze wyrafinowane prognozy i plany i potrafi łatwo sprowadzić nas na ziemię, pokazując jak ważne jest ZRÓWNOWAŻONE zarządzanie.

A czekają nas jeszcze większe wyzwania, które wiele firm, a nawet całe narody, zdają się ignorować. Zmiany klimatu i ich konsekwencje w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat odmienią sposób w jaki żyjemy i pracujemy do tego stopnia, że obecny areszt domowy, który spowodowała pandemia koronawirusa jest jak miły, niespodziewany urlop.

Co z dzisiejszej sytuacji zostanie nam za rok czy dwa? Obyśmy wyciągnęli wnioski i szybko nie zapomnieli tej lekcji pokory, nauczyli się prowadzić swoje biznesy w sposób bardziej zrównoważony zanim będzie za późno, bo na razie mamy jeszcze nad tym kontrolę.

Fot. Pixabay/Tumisu

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu