Wypadki chodzą po ludziach…

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Niecodziennymi anegdotami mogą pochwalić się strażnicy miejscy i policjanci. Kierowcy, którzy przekraczają prędkość, dysponują szerokim wachlarzem historii mających wytłumaczyć, dlaczego przekroczyli prędkość. W Świnoujściu na przykład, pewien mężczyzna… uciekał przed dzikami. Inny przykład – odpisując na przesyłkę ze zdjęciem z fotoradaru, kobieta tłumaczyła swój pośpiech czekającym w domu, głodnym mężem. Podobno obiecała, że nigdy więcej tego nie zrobi. Nie wiadomo, czy miała na myśli przekroczenie prędkości, czy obiad dla męża.

Częste są wymówki "na dzieci". Policja zatrzymała kiedyś kierowcę z bardzo brudnymi rękami. Na pytanie, co się stało, odpowiedział, że… dziecko wpadło mu do komina, on zaś jedzie po linę, by je stamtąd wyciągnąć. Bohaterski tata nie przewidział, że wezwane na miejsce straż pożarna i pogotowie szybko zweryfikują jego wymówkę. Równie szybko wyszedł na jaw inny przekręt w dzieckiem w roli głównej. Zatrzymana przez policjantów kobieta tłumaczyła, że spieszy się do swojego dziecka, które wylądowało w szpitalu. Nie przewidziała zapewne, że funkcjonariusze wykażą się tak dużą wyrozumiałością, że podwiozą ją do szpitala – na sygnale. Na miejscu kobieta przyznała, że spieszyła się nie do dziecka, ale do pracy.

Warto przemyśleć wymówki, do jakich planuje się uciec. Prawda może szybko wyjść na jaw, a kierowca skończyć jak ojciec z dowcipu:

W restauracji rodzina posila się promocyjnym obiadem. Zostaje sporo resztek i ojciec prosi kelnera: – Czy może pan mi zapakować te resztki? Wzięlibyśmy dla pieska… – Hura – krzyczą dzieci – będziemy mieli pieska.

Autor: Bartłomiej Nowak

Zobacz również