REKLAMA
Wielton

Czego się nie zrobi dla reklamy? Można np. stworzyć „zabawną historyjkę” o pomylonym kierowcy ciężarówki

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Austriacki ośrodek narciarski w Seefeld zainicjował sezon w nietypowy sposób. Kilka dni temu w mediach pojawiła się historyjka o kierowcy ciężarówki, który całkowicie zaufał swojej nawigacji, w wyniku czego dostarczył ratrak nie do położonego w Alpach Seefeld, ale położonej 800 km dalej wioski Seefeld w północnych Niemczech. Teraz wydało się, że historyjka – choć zdarzyła się naprawdę – była wcześniej zaplanowana przez speców od reklamy.

Taka sytuacja miała wszelkie prawo wydarzyć się naprawdę! Biuro turystyczne w austriackim Seefeld korzysta z usług wynajętej firmy transportowej. Przed początkiem sezonu zatrudniają oni wielu nowych, często mniej doświadczonych kierowców, więc pomyłka w nawigacji i ślepe zaufanie kierowcy mogłoby się tak skończyć.

Historyjka była na tyle zabawna, że szybko została podłapana przez media. Nawet poważne gazety jak Frankfurter Allgemeine Zeitung czy Spiegel Online powielały ją bez powzięcia kontaktu z miejscowym biurem turystycznym. Organizatorzy akcji nie przypuszczali nawet, że ich reklamowy żart będzie miał aż taki zasięg.

Sprawdzenie źródła to podstawa 

Wątpliwości miały jedynie radio NDR z północnych Niemiec i lokalna tyrolska gazeta. Zażądali dowodu, że kierowca naprawdę jest zatrudniony w danej firmie transportowej. Dowód nie mógł zostać dostarczony i prawda musiała wyjść na jaw. Elias Walser z biura turystycznego w tyrolskim Seefeld przyznał, że chcieli jedynie zrobić „fajny filmik na fejsa” i wyraził żal, że w tym celu „oszukał” dziennikarzy. Niezależnie od tego – reklama się udała i o ośrodku narciarskim  Seefeld usłyszało w krótkim czasie pół Europy.

Foto: flickr.com / Bad Kleinkirchheim