Skąd nadciąga problem? Od naszego zachodniego sąsiada – Niemiec, największego partnera handlowego Polski. Aż 26 procent naszego eksportu wędruje właśnie do nich. W tym roku było naprawdę nieźle, bo aż o 16 procent zwiększyła się tam sprzedaż polskich wyrobów. Niestety już niedługo wynik ten może się znacznie skurczyć. W wyniku turbulencji na światowych rynkach finansowych, osłabiających globalną koniunkturę, gospodarka Niemiec zaczęła hamować, co z pewnością będziemy mogli odczuć.
Badacze z niemieckich instytutów twierdzą, że tempo wzrostu niemieckiego PKB spadnie z 2,9 do 0,8 procent. Nie ma jednak co dramatyzować, ponieważ podobna sytuacja z przełomu kryzysowych lat 2008/2009 nie powinna tym razem się powtórzyć. Spadku nie da się uniknąć, duża część polskiego eksportu to komponenty używane w produkcji niemieckich firm. A te, jak dobrze wiemy, sprzedają swoje wyroby na największych światowych rynkach – chińskim i amerykańskim. – A tam spowolnienie gospodarcze jest już widoczne – ocenia prof. Marczewski z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.
Polscy przedsiębiorcy powoli czynią przygotowania do nadchodzących miesięcy: Spodziewamy się, że w przyszłym roku nasz eksport do Niemiec może się zmniejszyć o blisko 10 proc. Dlatego rozglądamy się też za innymi rynkami – mówi Solange Olszewska z firmy Solaris, producenta autobusów.
Jednak nawet w sytuacji spowolnienia, przedsiębiorstwa dadzą sobie rade. Jeszcze bardziej pewne jest to, że w tym roku zostanie pobity ubiegłoroczny rekord polskiego eksportu do Niemiec, który osiągnął wtedy wartość ponad 31,4 mld euro. Nowy wynik wzrośnie co najmniej 10 proc.
W naszym eksporcie dominują nie tylko samochody, ale także akcesoria do pojazdów, meble, silniki spalinowe, miedź, druty, telewizory, konstrukcje do budowy mostów, statki i łodzie.
Autor: Łukasz Majcher















