Jak informuje GITD: "40 % kierowców wezwanych do zapłacenia mandatu w pierwszej kolejności wskazuje jako prowadzącego pojazd inną osobę. Ta wskazuje następną albo kogoś mieszkającego za granicą, i tak w kółko. Wydłuża to skrajnie czas postępowania. Zważywszy na wciąż rosnącą liczbę fotoradarów do sądów musi trafiać dziennie kilka tysięcy takich spraw.
Kierowcy, którzy nie przyznają się do wykroczenia lub wskażą inną osobę, ale nie załączą podpisanego przez nią oświadczenia lub też zignorują pismo z inspekcji zostaną ukarani w trybie administracyjnym. Taki system kar funkcjonuje już we Włoszech, w Austrii, Francji, Holandii czy na Wyspach Brytyjskich. GITD wymienia zalety nowego systemu: jest on zdecydowanie szybszy, bardziej przejrzysty i czytelny dla obywateli. Do tego pozwoli ścigać sprawców wykroczeń na terenie całej UE i radykalnie zmniejszy wydatki Skarbu Państwa z tytułu obsługi procesowej. Tryb wykroczeniowy będzie stosowany nadal jedynie w stosunku do kierowców, którzy sami się przyznali lub złapanych podczas kontroli drogowej.
Nowy system ma także szerokie grono przeciwników. Dr Karolina Wojciechowska z Katedry Postępowania Administracyjnego Uniwersytetu Warszawskiego stanowczo opowiada się przeciwko propozycji automatycznego nakładania kary na właściciela pojazdu, zamiast egzekwowania odpowiedzialności od sprawcy czynu. Z kolei według prof. Ryszarda Stefańskiego z Uczelni Łazarskiego "sięganie po ścieżkę odpowiedzialności administracyjnej jest zasadne wtedy, gdy prawo wykroczeń okazuje się nieadekwatne do zabronionych zachowań". Prof. Stefański wskazuje na efekt zmiany systemu – a będzie nim rezygnacja z dowiedzenia obywatelowi winy a narzucenie mu obowiązku znalezienia winnego, jeśli on sam nie przekroczył prędkości. Według profesora w państwie prawa nie można robić takich rzeczy.
Autorzy projektu przedstawiają wyniki swoich obliczeń. Przy okazji jednego postępowania w trybie wykroczeniowym koszt korespondencji wynosi średnio 16,8 zł (trzy przesyłki polecone) co rocznie urośnie do 71 mln zł, natomiast w trybie administracyjnym koszty korespondencji wyniosą 11,2 zł (rocznie 47 mln zł). Przeciwnicy reformy i w tym punkcie dopatrują się nieścisłości i błędów. Zmniejszenie wydatków ponoszonych przez Skarb Państwa z tytułu obsługi procesowej wydaje się być iluzoryczne – sprawa i tak trafi do sądu i nie uniknie się wydatków. Wątpliwości budzi też możliwość odwołania się od kary. Według prof. Stefańskiego nie będzie w rzeczywistości możliwości uchylenia się od takiej decyzji.
źródło: gazetaprawna.pl
Autor: Bogumił Paszkiewicz