REKLAMA
Logwin

Interia.pl: „Dlaczego ignorujemy znaki drogowe?”

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Według danych Komendy Głównej Policji kierujący oraz piesi są odpowiedzialni za blisko 92 proc. wypadków drogowych. Nieprawidłowe oznakowanie przyczyniło się do zaledwie jednego na 7400 wypadków. Statystki wykazują, że niewłaściwy stan jezdni był w minionym roku przyczyną 86 wypadków (0,24 proc. ich ogółu). Tak znikomy wpływ infrastruktury na kolizje na naszych drogach budzi wiele wątpliwości i jawi się jako próba przerzucenia odpowiedzialności na użytkowników dróg oraz inne, nieustalone czynniki. 

W Polsce autostrady i drogi ekspresowe stawnowią jedynie 5 proc. długości dróg krajowych. Jednocześnie, ich budowa jest najdroższa w całej Europie i ciągnie się najdłużej. Warunków nie poprawia absurdalne oznakowanie. Tą sprawą zajęła się policja już w lutym bieżącego roku, jednak nikt nie poznał efektów owego śledztwa, ponieważ nie doszło do jego podsumowania. 
 
Oznakowanie krajowych dróg pomaga ich użytkownikom w znikomym stopniu. Powszechnie uważa się, że służy urzędnikom, policjantom i straznikom miejskim, by mogli bezproblemowo wystawiać mandaty. Obecnie funkcjonujące oznakowanie polskich dróg bazuje na rozwiązaniach z lat 70., a wprowadzane zmiany nie są adekwatne ani do stanu dróg, ani do natężenia ruchu. 
 
Polskie drogi przeładowane są informacjami. Wszechobecne reklamy nie przeszkadzają jednak zarządcom dróg, ponieważ stanowią dla nich źródło dochodu. Kierowcy domagają się natomiast jednolitego oznakowania, konsekwentnie stosowanego wg jednolitych zasad i reguł prawnych. Tymczasem zarządcy dróg, mając wolną rękę, wyznaczają własne reguły. Prócz tego niektóre znaki mają "ukryte" znaczenia; przykładowo znak B-21 "zakaz skrętu w lewo" oznacza również zakaz zawracania, co jednak nie zostało zilustrowane na tablicy. Wielu kierowców nie pamięta lub nie chce pamiętać o tej zasadzie. 
 
Odpowiedź na pytanie: dlaczego mieszkańcy Niemiec lub Szwecji respektują zasady organizacji ruchu?, jest banalnie prosta – w ich krajach są one logiczne i przemyślane. 
 
źródło: motoryzacja.interia.pl
 
 
 
 

 

Autor: Bogumił Paszkiewicz

Zobacz również