Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Zgodnie z prognozami raportu Banku Światowego „Commodity Markets Outlook” średnia cena ropy w 2021 roku wyniesie 44 dol. za baryłkę. To nieco więcej niż oczekiwana na 2020 rok średnia 41 dol., ale nadal wyraźnie mniej niż średnia z roku 2019, gdy za baryłkę surowca płacono 61 dol. Na ceny ropy wpłynie nie tylko rozwój pandemii, ale również styczniowa decyzja OPEC dotycząca limitów wydobycia surowca.

Prognozy OPEC (Organization of the Petroleum Exporting Countries – Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową, w skład której wchodzi kilkanaście krajów – przyp.red.) dotyczące najbliższego roku nie są specjalnie optymistyczne. Zresztą o optymizm na razie trudno, bo trudno przewidzieć, w jak szybkim czasie ta odbudowa rynku będzie przebiegała – zastrzega Jakub Bogucki, analityk rynku paliw E-Petrol.pl w rozmowie z agencją informacyjną newseria.pl na temat prognoz związanych z odbudową popytu na paliwo.

–  Wydaje się, że najbliższe miesiące przyniosą ceny raczej bliższe czterdziestu kilku lub pięćdziesięciu dolarów i powolne odbudowywanie się popytu ze strony największych gospodarek globu – dodaje.

A na ten wzrost popytu niebagatelny wpływ będzie miał dalszy rozwój pandemii lub jego zablokowanie dzięki skutecznym szczepionkom. Dla cen kluczowa będzie również decyzja OPEC dotycząca zwiększania limitów wydobycia ropy naftowej, która ma zapaść jeszcze w styczniu.

W ubiegłym roku wydobycie ropy spadło do 94,25 mln baryłek dziennie ze 100,61 mln baryłek w 2019 roku. W 2021 r. to ma się zmienić. Jak szacuje agencja Energy Information Administration, wydobycie wzrośnie, ale nieznacznie – do 97,42 mln baryłek. Również wspomniana OPEC ocenia, że popyt będzie rósł, ale nieznacznie – 5,9 mln baryłek dziennie (do 95,89 mln). To wszystko sprawi, że w tym roku odbudowane może być tylko ⅔ strat z 2020 r. – podaje EIA.

Odrabianie strat potrwa

A straty były wyjątkowe.

Rok 2020 był pod tym względem nieporównywalny w żaden sposób z ostatnimi latami. Mniej podróżowano, wykorzystywano mniej surowca na potrzeby motoryzacyjne, lotnicze, transportowe. Na rynku cały czas mamy do czynienia z nadpodażą surowcową. Nie należy się spodziewać, żeby to się w krótkim czasie zmieniło. Ta zmiana może zająć nawet do dwóch lat – podaje Jakub Bogucki.

Jak wspomina, wiosenne zamrożenie większości gospodarek i wstrzymanie ruchu lotniczego i prywatnych podróży wpłynęło na nadpodaż ropy naftowej na rynku. Co więcej, zaczynało brakować zbiorników i statków transportowych, w których można by przechowywać surowiec. W efekcie ropa WTI staniała do 20 dol. za baryłkę w połowie kwietnia, mimo że producenci ograniczyli wydobycie o 9,7 mln baryłek dziennie i zdecydowali się na interwencyjny skup do rezerw strategicznych. Dopiero po kilku tygodniach, na początku czerwca, cena wspięła się do 40 dol. za baryłkę, a w połowie grudnia zbliżyła do 50 dol. To jednak i tak o jedną piątą mniej niż na początku roku.

Fot. Pixabay/drpepperscott230/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu