Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Jeszcze długo przed tym, zanim weszliśmy do Unii Europejskiej firmy, które miały swoje siedziby w Polsce stały się poważnymi konkurentami dla swoich odpowiedników na Zachodzie.
Bezkonkurencyjna zdaje się być nasza tania, ale zarazem wysoka jakość przewoźników oraz niskie koszty funkcjonowania. Dodatkowo na plan drugi polskiej siły wysuwają się nowy tabor, nowoczesne metody oraz narzędzia zarządzania.

 

Kabotaż wiąże się oczywiście z przewozem towarów z miejsca A do miejsca B, z których oba znajdują się na terenie innego kraju.
Od 1 maja 2004 roku przez 5 lat, obowiązywał prawie w całej zjednoczonej Unii zakaz przewozów kabotażowych. W ubiegłym roku 1 maja, zakaz ten został zniesiony. Od tej pory polscy przewoźnicy mogą wykorzystywać swoje umiejętności i posiadany tabor, związany z przewozem towarów, ale powinni pamiętać o zagrożeniach.
Z racji zniesienia zakazu można oczekiwać nowych możliwości na zarobek, przy jednoczesnym wzroście konkurencji z zagranicy w transporcie krajowym.

Zakaz wykonywania przewozów kabotażowych na obszarze państw UE wynikał z zapisów traktatu akcesyjnego, który bronił dostępu do rynków wewnętrznych. Unijni przewoźnicy bali się konkurencji tanich firm transportowych ze wschodniej Europy. Domniemano wówczas, iż podczas zakazu ceny i koszty się wyrównają.
Rzeczywiście, koszty się wyrównały, paliwo podrożało, płace kierowców wzrosły. Ale wybuchła też w Polsce „przewoźnicza wojna cenowa”, czyli dążenie do pozyskiwania zleceń nawet po kosztach własnych. Osłabła też nasza waluta. Ale to zjawisko w przypadku kabotażu działa na naszą korzyść.

Od 1 maja 2004 roku każdy przewoźnik, który uzyskał niezbędną licencję w BOTM na przewóz międzynarodowy, mógł na równi z przewoźnikami z innych krajów członkowskich Unii podejmować się przewozów towarów wewnątrz Unii. Ograniczeniem było jedynie podejmowanie ładunków wewnętrznych w danym kraju typu Berlin-Monachium.

Zgodnie z pkt. 8 ust. 2 lit. a) Załącznika XII do Traktatu o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej w związku z art. 24 tego Traktatu w drodze odstępstwa od artykułu 1 Rozporządzenia nr 3118/93, do końca trzeciego roku następującego po dniu przystąpienia, przewoźnicy mający swoją siedzibę w Polsce są wyłączeni ze świadczenia usług w zakresie krajowego transportu drogowego rzeczy w innych państwach członkowskich, a przewoźnicy mający swoją siedzibę w innych państwach członkowskich są wyłączeni ze świadczenia usług w zakresie krajowego transportu drogowego rzeczy w Polsce.

Z dniem 1 maja 2009 roku, przed Polską pojawiły się nowe perspektywy. Zostały bowiem otwarte drzwi ku wszystkim członkom starej Unii, które zostały zobowiązane do otwarcia swoich wewnętrznych rynków transportowych dla przewoźników z Polski. Dzięki temu, przewoźnicy z Polski mogą legalnie i na równych zasadach świadczyć usługi dla wszystkich klientów z zachodniej części Unii.
Otworzenie rynków wewnętrznych krajów członkowskich powinno wpłynąć na wzrost rentowności polskich przewoźników, chociażby przez zmniejszenie kosztów związanych z dojazdami na miejsca załadunku na pusto. Co więcej, przewoźnicy mogą w pełni wykorzystywać zaangażowany i sprawdzony, a zarazem najnowszy w Europie tabor.

Mimo szeroko pojętego zakazu, oczywiście Polak nie jest taki- co by sobie nie poradził.
W dużym skrócie rzecz ujmując, firmy (zarówno te zarejestrowane w ewidencji działalności gospodarczej jak i w KRS) posiadające niezbędne doświadczenie zawodowe, były w stanie świadczyć usługi, które innym blokowały przepisy o kabotażu poprzez zastosowanie wolności działalności gospodarczej. Oznacza to, że polski przedsiębiorca otwierając firmę na terenie któregokolwiek z państwa członkowskiego, którego nie obejmowały przepisy o ograniczeniach kabotażowych, a który zgodnie z przepisami danego kraju posiadał osobowość prawną, mógł świadczyć usługi wewnątrz krajów unijnych niezależnie od ograniczeń wobec firm z Polski. Tym samym, inwestując w rejestrację firmy, uzyskanie odpowiedniej licencji transportowej na podstawie polskich certyfikatów zawodowych, które są w pełni akceptowane przez urzędy w innych krajach unijnych, polski przedsiębiorca mógł świadczyć usługi przewozu wewnątrz krajów członkowskich, tyle że pod szyldem firmy i zgodnie z przepisami kraju, w którym założył działalność gospodarczą. Stąd znane nam przykłady firm „XYZ sp. z o.o.” oraz analogicznej „XYZ GmbH”. Tym sposobem wielu przewoźników już wcześniej dość niskim nakładem finansowym świadczyli usługi wewnątrz "starej Unii".

Reasumując- od 1 maja 2009 roku, polscy przewoźnicy mogą w pełni wykorzystywać swoje umiejętności i posiadany tabor, związany z przewozem towarów. Jednakże powinni mieć świadomość, że na samym początku obowiązywania tych norm, mogą napotkać na pewne utrudnienia związane ze świadomością urzędników w krajach członkowskich.

 

Autor: Paulina Pożarycka

Źródło: materiał własny

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu