By udowodnić swoją pozycję Serafin okazał policjantom legitymację z unijnymi pieczęciami, ważną do 2015 roku. Mundurowi nie mieli podejrzeń i odstąpili od ukarania kierowcy mandatem w wysokości 500 zł i wpisania na konto 10 punktów karnych. W drodze postępowania mającego na celu doprowadzenie do uchylenia immunitetu a następnie ukarania polityka za przekroczenie prędkości policja ustaliła, że polityk w celu uniknięcia konsekwencji podał im fałszywe informacje o swojej pozycji.
Wobec zaszłych wydarzeń postępowanie toczy się aż o trzy wykroczenia: przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 61 km, kierowanie bez uprawnień oraz przywłaszczenie sobie stanowiska lub tytułu. Policja usiłowała przesłuchać Serfina jednak nie zastano go w mieście zameldowania – Kołbucku, w związku z czym Łódzka policja jest zmuszona prosić o pomoc warszawską, gdyż polityk najwięcej czasu spędza w stolicy.
Wczoraj dziennikarze "Gazety" wytropili polityka w Irlandii. Serfain oświadczył, że interpretacja wydarzeń z Sieradza jest błędna. Podkreślił także, że wcale nie powoływał się na pozycję europarlamentarzysty. "Zasiadam w Komitecie Społeczno-Ekonomicznym Unii Europejskiej i jako jej członkowi także należy mi się immunitet. Dokąd tak pędziłem? Na spotkanie z rolnikami. Że straciłem prawo do kierowania samochodami? Właśnie jestem w trakcie zdawania egzaminu. Teoretyczny już mam za sobą, jeszcze praktyczny" – tłumaczył polityk.
Po jakimś czasie Serfain sam skontaktował się z "Gazetą" by przyznać się, że owszem – prawo jazdy odebrano mu 3 lata temu, jednak nikt nie zarządał od niego zwrotu dokumentu. Dopiero ostatniej jesieni urząd przypomniał sobie o prawie jazdy, jednak akurat wtedy Serafin zgubił portfel ze wszystkimi dokumentami. Dopiero niedawno ktoś zwrócił mu dokumenty, o czym, jak zapewniał polityk, poinformował kłobuckie starostwo. Obawia się jednak, że wiadomość mogła tam jeszcze nie dotrzeć.
Według wyjaśnień Serafina, zazwyczaj jeździ on z kierowcą a incydent w Sieradzu był wyjątkiem: "Tylko tym razem postanowiłem trochę poprowadzić" zapewniał.
W kolejnej rozmowie z dziennikarzami polityk tłumaczył, że wcale nie chowa się za immunitetem. Przekonywał, że posiada go od 2006 roku, a w latach 2008-2009 zebrał 28 lub 30 punktów karnych, co oznacza, że przyjmował mandaty. Podważył także dowody na przekroczenie prędkości w Sieradzu, zauważając, że policjant nie dał mu nic do podpisania.
Serafinowi, jako członkowi Komitetu Ekonomiczno-Społecznego UE rzeczywiście przysługuje immunitet "w czasie wykonywania funkcji i w podróży do i z miejsca obrad". W sprawie prawa jazdy istotną informację podał częstochowski urząd miasta: kierowcy, który za punkty karne traci uprawnienia, nie wolno usiąść za kierownicą od momentu, w którym otrzyma administracyjną decyzję ze starostwa.
źródło: czestochowa.gazeta.pl
Autor: Bogumił Paszkiewicz









