Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W zeszłym tygodniu Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport pt. “Mistrz kierownicy wycieka”, analizujący wyniki kontroli dotyczących przewozów ADR w Polsce. Eksperci branżowi zareagowali błyskawicznie kwestionując rzetelność dokumentu i wytykając kontrolerom błędną interpretację statystyk z policji, straży pożarnej i ITD.

Każdego dnia po polskich drogach kursuje ponad 20 tys. pojazdów przewożących towary niebezpieczne (tj. łatwopalne, wybuchowe, żrące, trujące, promieniotwórcze itp.). Rocznie przewozi się ich po Polsce ok. 150 mln ton. Według dokumentu sporządzonego przez NIK z roku na rok rośnie liczba interwencji związanych z likwidacją skutków zdarzeń drogowych przy przewozie takich substancji.

Zaniechanie władz

Izba zwraca również uwagę, że minister właściwy ds. transportu nie sprawuje nad tym przewozem należytego nadzoru. Ponadto NIK wskazuje, że organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo obywateli nie wiedzą, którędy i ile takich transportów jeździ po polskich drogach, dlatego też apelują do ministra infrastruktury o stworzenie  centralnego systemu monitorowania przewozów towarów niebezpiecznych. W ocenie NIK, także władze wojewódzkie nie wywiązują się ze swoich obowiązków, zaniechując analizy ryzyka związanego z przewozem i nie nadzorując kursów dla kierowców ADR i doradców ds. bezpieczeństwa.

Według Izby transporty odbywają się w czasie dużego natężenia ruchu i przez miejsca gęsto zaludnione, np. w sąsiedztwie osiedli, szkół, centrów handlowych. Jak podkreśla NIK przewożone są m.in. substancje, które w czasie wojen światowych służyły jako broń chemiczna, a dziś wykorzystywane są w gospodarce (np. fosgen, chlor). Jak to możliwe? W Polsce nie funkcjonują regulacje prawne bądź zalecenia dotyczące zasad i kryteriów wyboru bezpiecznych tras przewozu towarów niebezpiecznych – uzasadnia Izba.

Więcej wykroczeń i ofiar

Jak wynika z raportu w latach 2012-2017 ponad dwukrotnie wzrosła liczba ujawnionych naruszeń międzynarodowej umowy dot. przewozu towarów niebezpiecznych (ADR), ratyfikowanej przez Polskę w 1975 r.

-
+

NIK

Izba wskazuje jednak, że istotnym zagrożeniem bezpieczeństwa w przewozie drogowym towarów niebezpiecznych są transporty realizowane przez pojazdy spoza Polski, a przede wszystkim zarejestrowane w państwach niebędących w UE.

-
+

NIK

Poza tym stale rośnie liczba ofiar, choć w 2012 r. wprowadzono przepisy, który miały poprawić bezpieczeństwo przewozów towarów niebezpiecznych.

-
+

NIK

Według NIK konieczne są zmiany

Na podstawie wniosków z raportu Izba apeluje do ministra infrastruktury m.in. o zmiany w przepisach, utworzenie centralnego systemu monitorowania przewozów oraz przywrócenie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy, Transportowemu Dozorowi Technicznemu, Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Państwowej Straży Pożarnej do przeprowadzania kontroli przewozu drogowego towarów niebezpiecznych w miejscach prowadzenia działalności gospodarczej uczestników tego przewozu.

“Mistrz Kontroli nie Wydoli” – reakcja branży

Wkrótce po ukazaniu się raportu NIK, redakcja kwartalnika “Bezpieczeństwo w Logistyce” wystosowała list otwarty do Izby, w którym wyraża obawy co do rzetelności i prawdziwości informacji zawartych w dokumencie.

NIK opublikował informację pod tendencyjnym tytułem „Mistrz Kierownicy Wycieka”, która chyba została pomyślana jako straszak – komentuje dla Trans.INFO Marek Różycki, redaktor kwartalnika, doradca ds. bezpieczeństwa w transporcie oraz ekspert grup roboczych ONZ w zakresie transportu towarów niebezpiecznych.

– Powinniśmy chyba żądać zmiany tytułu i nazwać informację „Mistrz Kontroli nie Wydoli”. Zdaniem NIK wszyscy mamy się bać, ponieważ jest bardzo źle. Po drogach przemieszcza się 150 mln ton towarów niebezpiecznych, z których 1/3 to broń chemiczna, a kierowcy, nadawcy i przewoźnicy ignorują przepisy – ironizuje ekspert.

Pochopne wnioski NIK-u?

Różycki od 2003 roku prowadzi badania polskiego rynku i, jak podkreśla,  stara się nie tylko gromadzić dane, ale również je analizować.

Od kilku lat informujemy między innymi NIK, że sposób gromadzenia danych o operacjach transportowych towarów niebezpiecznych przez poszczególne organy nie pozwala na wyciągnięcie żadnych wniosków. Tymczasem NIK opierając się o te dane nie tylko przedstawia wnioski, ale i wydaje się rozmijać z prawdądodaje.

Różycki zwraca uwagę, że NIK doradców ds. bezpieczeństwa czyni odpowiedzialnymi za sposób realizacji przepisów przez przewoźnika, a wojewodów odpowiedzialnych za nadzór nad ośrodkami szkolenia kierowców ADR. Takie tezy według eksperta są niezgodne z przepisami.

Czyżby eksperci NIK nie potrafili zastosować poprawnie przepisów? – pyta retorycznie.

Naciągane dane?

Dane przedstawione w raporcie, co do których zgłaszałem już zastrzeżenia nie dość, że nie dotyczą tego, co chce NIK udowodnić, to jeszcze są przedstawiane w bardzo tendencyjny sposób – podkreśla doradca ds. bezpieczeństwa.

Za przykład Różycki podaje tu liczbę wypadków z udziałem towarów niebezpiecznych z 2017 r. Zgodnie ze statystyką Komendy Głównej Policji nie przekroczyła ona 20. NIK do uzasadnienia swoich wniosków użył z kolei liczby wypadków podanej przez Państwową Straż Pożarną.

Zamiast 20 mamy dwa tysiące! Wypadki z towarami niebezpiecznymi są też zgłaszane w formie raportu do WITD (drogi) i UTK (kolej). Tego jednak NIK nie uwzględnił – podkreśla.

Według eksperta dane o wypadkach w statystyce KG PSP wydają się być obarczone od kilku już lat poważnym błędem.

W ubiegłych latach w przypadku pożarów wpisywano jako towar niebezpieczny ditlenek węgla (czyli ten gaz, który zawsze powstaje w pożarze). Zdarzały się także przypadki, gdy wyciek ze zbiornika paliwa traktowano jako wypadek z udziałem przewożonego towaru. W efekcie mamy za rok 2017 przeszło 2 tys. zdarzeń, tyle że nie są to sytuacje związane z przewozem towarów niebezpiecznych – zauważa Różycki.

Tymczasem zdaniem eksperta, NIK przyjmuje statystyki organów bezkrytycznie.

To trochę tak, jakby prokurator pytał oskarżonego czy jest winny, a gdy ten zaprzeczył, nie sprawdził tego w żaden sposób. Gdyby założyć, że jednak NIK ma rację to właśnie jesteśmy świadkami wielkiej manipulacji. Oto administracja ukrywa przed obywatelami to, że zagrożenia w transporcie są o przeszło 1000 razy większe, niż wynika to z analiz udostępnianych przez Policję oraz WITD – dodaje Marek Różycki.

Swoje wątpliwości spisał i wysłał do NIK w formie listu otwartego.

Wraz z redakcją kwartalnika “Bezpieczeństwo w Logistyce” oczekujemy na odpowiedź ze strony NIK.

Fot. Flickr/Lav Ulv CC BY 2.0

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu