Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport dotyczący przeciwdziałaniu zatorom na drogach krajowych. To raport miażdżący. Przede wszystkim dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która m.in. źle organizowała prace drogowe oraz nie informowała kierowców o warunkach drogowych, lub robiła to nieudolnie. W dokumencie znalazła się również obserwacja, kluczowa dla kierowców ciężarówek. Okazuje się bowiem, że wraca temat wyprzedzania przez nich na autostradach i drogach ekspresowych.

W raporcie NIK zauważa, że duży wpływ na ruch na wyżej wymienionych drogach ma „sposób organizacji i zarządzania ruchem ciężarowym”. I skupia się przede wszystkim na wyprzedzaniu. Zdaniem Izby, stosowane obecnie zakazy wyprzedzania lub ograniczenia prędkości na drogach ekspresowych i autostradach nie wystarczają.

Należałoby wprowadzić zakaz wyprzedzania przez samochody ciężarowe, czego może dokonać organ zarządzający ruchem (w tym wypadku GDDKiA) poprzez umieszczenie pionowego znaku drogowego B-26 „zakaz wyprzedzania przez samochody ciężarowe” – ale nie tylko w formie stałego oznakowania, ale przede wszystkim jego funkcjonowania podczas określonych warunków ruchu na danym odcinku drogi – czytamy w raporcie.

Efektem – pociąg drogowy

Pomysł ten nie podoba się przedstawicielom branży. Zdaniem Macieja Wrońskiego, prezesa związku Transport Logistyka Polska, wynika on z niezrozumienia przyczyn pojawiania się zatorów na drogach.

Zakazy wyprzedzania dla ciężarówek już teraz stoją na autostradach i drogach szybkiego ruchu w miejscach, w których jest to konieczne. Więcej nawet – stoją tam, gdzie działają bramownice, bo okazało się, że urządzenia te podczas wyprzedzania nie potrafią prawidłowo sczytywać danych, postawione więc zostały stosowne znaki. I jakoś ruch specjalnie z tego powodu się nie upłynnia – tłumaczy.

– Efekt pomysłów NIK-u może być taki, że jeśli ciężarówki zaczną dostosowywać prędkość do jednego pojazdu, który z jakiegoś powodu będzie się poruszał wolniej, np. 70km/h, wówczas wytworzy się gigantyczny, wielokilometrowy korek. Powstanie swoisty pociąg drogowy, złożony z wolno jadących ciężarówek – dodaje.

Zdaniem Macieja Wrońskiego, dużo lepszym rozwiązaniem byłoby dopuszczenie do ruchu na autostradach i drogach ekspresowych tzw. gigalinerów, czyli pojazdów o długości 25,25 m. W miejsce trzech mogłyby wówczas jechać dwa, co, jak przekonuje ekspert, od razu spowodowałoby lepszy przepływ na drogach.

Nic nowego?

Urzędnicy NIK zwracają tymczasem uwagę na to, że wyprzedzanie przez samochody ciężarowe nie dość, że zajmuje bardzo dużo czasu (bo niekiedy nawet 5 minut), to również prowadzi do pogorszenia bezpieczeństwa na drodze oraz do tworzenia się zatorów. W związku z czym NIK zarekomendowała Ministerstwu Infrastruktury, by m.in. „doprecyzowało przepisy regulujące warunki wyprzedzania przez samochody ciężarowe”.

Wniosek ten nawiązuje do działań władz, dotyczących kontrowersyjnej kwestii wyprzedzania przez ciężarówki. W sierpniu 2018 r. minister MSWiA Joachim Brudziński pisał na Twitterze:

Poleciłem Komendantowi Policji, aby policjanci ruchu drogowego „skuteczniej” tłumaczyli kierowcom TIR-ów, że wyścigi ciężarówek na autostradach oraz innych drogach to nie jest dobry pomysł. Prym w tych zawodach wiodą szczególnie kierowcy naszych wschodnich sąsiadów.

I rzeczywiście, z początkiem sierpnia ruszyła akcja TIR, podczas której policjanci łapali kierowców ciężarówek, którzy wyprzedzali na zakazach lub zachowywali się jak „szeryfowie lewego pasa”, zakłócający płynność ruchu. Pikanterii tym działaniom dodaje fakt, że w Prawie o ruchu drogowym trudno znaleźć zapis, który by mówił o tym, ile wyprzedzanie może trwać.

Tymczasem kierowcy ciężarówek, z którymi rozmawialiśmy podczas akcji TIR, krytycznie oceniali tego typu pomysły:

14 km korka przez… koszenie trawy

Trzeba jednak przyznać, że kwestia wyprzedzania przez ciężarówki była potraktowana w raporcie NIK-u marginalnie. Dużo mocniej Izba skupiła się na działaniach GDDKiA. Na przykład na planowaniu remontów dróg. Jak czytamy, „niekiedy tylko przez złą organizację prac drogowych podróż wydłuża się nawet o kilkadziesiąt minut”.

Ta zła organizacja to przede wszystkim niedostateczne weryfikowanie, czy wytyczne dotyczące uciążliwości prac związanych z utrzymaniem lub remontem dróg są w ogóle przestrzegane.  Efekt? Niemal w 77 proc. przypadków nie zostały uwzględnione wytyczne dotyczące organizacji prac (np. nie przeprowadzono ich w nocy).

NIK podaje skrajny przypadek, jaki odnotowała:

29 maja 2018 r. – zator spowodowany koszeniem trawy w pasie rozdziału na A2 w kierunku z Warszawy do Łodzi w szczytowym momencie, tj. w godz. 16.00-17.00, wyniósł ponad 14 km. Pokonywanie tego odcinka trwało ponad 29 minut, a więc czterokrotnie dłużej niż w warunkach normalnych.

Zdarzało się, że nawet gdy tworzyły się korki z powodu podobnych prac, zarządca dróg krajowych (w raporcie podano oddział łódzki), nie domagał się, by prace zostały przerwane. Mimo iż ma do tego prawo.

GDDKiA się tłumaczy.

W przypadku prac utrzymaniowych, takich jak koszenie traw w niemal wszystkich przypadkach, ze względu na m.in. bezpieczeństwo pracowników jak i użytkowników dróg uzasadnionym jest realizacja w ciągu dnia, ponieważ inaczej wymagałyby również ze względu na potrzebę zastosowania oświetlenia całych odcinków co drastycznie wykracza poza możliwości budżetu prac utrzymaniowych na drogach krajowych – zauważa w komunikacie.

55 martwych tablic

Poważne wątpliwości budzi jednak również sposób wykorzystywania tablic zmiennej treści, na których wyświetlane są komunikaty, ważne dla kierowców. A przynajmniej takie być powinny. Tymczasem albo „były one słabo powiązane z sytuacją na drodze”, albo w ogóle ich nie wykorzystywano.

W skrajnym przypadku – na drodze ekspresowej S8 woj. łódzkiego 55 tablic zmiennej treści przez blisko 6 lat nie wyświetlało żadnych komunikatów, gdyż zarządca drogi nie włączył ich do eksploatacji pomimo dokonania odbioru od wykonawcy – zauważa NIK.

Zdarzały się też błędy, które tylko pogarszały sytuację na drodze.

Na odcinku autostrady A4 (wyposażonym w elementy systemu zarządzania ruchem) w dniu 25 lipca 2018 r. zarządca drogi przy pomocy tablic zmiennej treści błędnie podał odległość od wypadku drogowego pomiędzy Legnicą a Wrocławiem, nie poinformował o skali utrudnień, nie wprowadził ograniczenia prędkości pojazdów, by uniknąć ryzyka najeżdżania z tyłu na pojazdy stojące w „korku” oraz by spowolnić budowanie się „korka”. A utworzony „korek” miał ponad 20 km – podaje raport.

Co gorsza, niektóre z tablic, które nigdy nie zostały uruchomione, są już… uszkodzone. A ponieważ minął okres gwarancyjny, aby je naprawić, należałoby wydać ponad 580 tys. zł.

Korki również z tego powodu

To nie jedyne zarzuty NIK związane z nieudolną walką z zatorami na drogach. Skrytykowane zostały również m.in. opieszałe prace nad Krajowym System Zarządzania Ruchem Drogowym oraz działalność punktów poboru opłat na płatnych odcinkach autostrad.

Przy wzmożonym ruchu (nawet w dni powszednie) szybko tworzą się tam zatory (w dni powszednie czas podróży na odcinkach z PPO może być średnio trzykrotnie dłuższy, zaś w weekendy – nawet dziewięciokrotnie) – czytamy w raporcie.

Fot. Pixabay/public domain/MonikaP

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu