W poniedziałek podczas rutynowej kontroli, policjanci z Maubeuge (Północna Francja) odkryli pewne urządzenie, którego zastosowanie wydało się jego twórcy bardzo pożyteczne, jeśli nie genialne. Za ten „przebłysk geniuszu” zapłacić zdrowiem i życiem mogło niestety wiele osób bowiem w pojeździe czeskiego przedsiębiorstwa transportowego wykryto urządzenie zakłócające prawidłową pracę tachografu. Innymi słowy „cud techniki” umożliwił mołdawskiemu kierowcy na jazdę trzy dni z rzędu, przy czym oficjalnie udało mu się wykazać jedynie 320 km….
Oddział policji specjalizujący się w kontrolowaniu pojazdów ciężarowych z Europy Wschodniej dokonał tego odkrycia w ubiegły poniedziałek około północy. Podejrzenie pada na pojazd ciężarowy zarejestrowany na czeskich numerach rejestracyjnych, za którego kierownicą zasiadał mołdawski kierowca.
Funkcjonariusze policji proszą o kartę z czytnika celem dokonania odczytu na policyjnym oprogramowaniu. Ku swojemu zaskoczeniu policjanci odkrywają, że zgodnie ze wskazaniem tachografu, kierowca właśnie powinien odpoczywać, podczas gdy prowadził! Początkowo funkcjonariusze myśleli, że mają do czynienia z awarią systemu. Podjęto jednak decyzję o zaprowadzeniu pojazdu do wyspecjalizowanego zakładu celem dokładnego sprawdzenia pojazdu oraz oprogramowania. Wyniki dochodzenia przeszły jednak najśmielsze oczekiwania funkcjonariuszy, choć na początku niemal nic nie wskazywało, że kierowca dopuścił się jakiegokolwiek oszustwa, a tym bardziej, że na taką skalę…Śledczy jednak nie dają za wygraną i otwierają deskę rozdzielczą i tam odkrywają małe urządzenie zsynchronizowane z prędkościomierzem. Funkcjonariusze w mig pojmują rolę tego mechanizmu, a co więcej kierowca, po dwóch godzinach przesłuchań zaczyna składać obszerne wyjaśnienia, z których wynika, iż zamontowany w pojeździe mechanizm pozwalał na oszukiwanie dysku, na którym zapisywały się dane. Rola kierowcy ograniczała się jedynie do dwukrotnego naciśnięcia pedału gazu, i wykonaniu tej samej czynności w stosunku do pedału hamowania celem zatrzymania rejestracji rzeczywistego czasu pracy. Pomimo, iż kierowca prowadził, na dysku zapisywał się czas spoczynku…
W taki oto sposób mołdawski kierowca mógł prowadzić bez przerwy od piątku do niedzieli, przemierzając Europę Wschodnią i docierając aż do Francji, wykazując przy tym jedynie 320 przejechanych kilometrów. Jego podróż miała zakończyć się dopiero w USA. Firma zleciła przewóz towaru polskiemu przewiźnikowi, lecz ta zdecydowała się skorzystać z usług swojego czeskiego podwykonawcy.
Kierowca nie przestrzegał czasu pracy, ponosząc tym samym olbrzymie ryzyko: podczas gdy „magiczne urządzenie” było aktywne, prędkościomierz nie funkcjonował. Należy pamiętać o tym, że straty spowodowane przez pojazd ciężarowy w razie wypadku są często nieporównywalnie większe od tych, które powodują zazwyczaj pojazdy osobowe. Innym skutkiem „cudownego urządzenia” jest fakt, że licznik pojazdu nie zarejestrował pełnego przebiegu auta, a zatem kierowca mógł przejechać 50000 km, podczas gdy oficjalnie nie został wykazany nawet kilometr. Sprzedaż takiego auta nie nastręczy zapewne jego właścicielowi większych trudności…
Nigdy wcześniej funkcjonariusze nie spotkali się z tak zaawansowaną techniką zakłócania pracy tachografu. Nasi informatorzy jednak donoszą, że system ten staje się co raz bardziej powszechny w Polsce, Rosji oraz w Czechach. Istnieje nawet możliwość uruchamiania systemu za pomocą smartfona i wyłączania w taki sam sposób w razie kontroli.
Wszystko to sprawia, że niektóre przedsiębiorstwa są bardzo konkurencyjne bowiem mogą zaproponować znakomite warunki dostawy. Nie trzeba dodawać, że dostawca przestrzegający przepisów nie ma żadnych szans. Co więcej pensje w tych krajach wschodnich są na zdecydowanie niższym poziomie. Mołdawski kierowca przyznał w czasie przesłuchania, że jego wynagrodzenie wynosiło w zależności od miesiąca od 250 do 700 euro. Jego pracodawca natomiast ma do zapłacenia mandat wysokości 6000 euro, w przeciwnym wypadku jego pojazd zostanie skonfiskowany.









