Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Kiedy kierowcę będzie obowiązywać prawo pracy kraju, przez który przejeżdża? Prace nad Pakietem Mobilności trwają, pytanie pozostaje więc otwarte. W przepisach, które były proponowane jeszcze przed wakacjami pojawiła się jednak propozycja oparta na pracy trwającej min. trzy dni w jednym państwie. Spytaliśmy o nią ekspertów. Okazuje się, że nie jest to coś, co może się spodobać przewoźnikom.

We wspomnianej propozycji czytamy, że państwa członkowskie nie stosują przepisów dotyczących minimalnego wymiaru płatnych urlopów rocznych i minimalnej stawki płacy, wraz ze stawką za nadgodziny do kierowców wykonujących przewozy międzynarodowe, w przypadku gdy okres delegowania do pracy na ich terytorium jest krótszy lub równy liczbie 3 dni w okresie jednego miesiąca kalendarzowego.

Jak tłumaczy nam przedstawicielka biura europoseł Danuty Jazłowieckiej, Iwona Kasprzyk, mowa więc o „3 dniach kumulatywnych, a nie konsekutywnych”. Innymi słowy chodzi nie o 3 dni spędzone pod rząd, tylko 3 dni w sumie spędzone w miesiącu w jakimś kraju.

„Dzień”, to znaczy co?

Gdyby okres delegowania był dłuższy niż 3 dni, wówczas państwa członkowskie mogłyby wymagać stosowania wyżej wymienionych przepisów „w okresie całego delegowania pracowników na ich terytorium”.

Europosłowie przygotowali nawet szczegółowe wyliczenia dotyczące tego, kiedy będzie mowa o całym dniu, a kiedy na przykład o połowie. Jak dowiedzieliśmy się w biurze polskiej polityk, wyglądają one następująco:

  • dzienny okres pracy przez okres krótszy niż sześć godzin spędzonych na terytorium przyjmującego państwa członkowskiego uważa się za pół dni,
  • dzienny okres pracy przez okres co najmniej sześciu godzin spędzonych na terytorium przyjmującego państwa członkowskiego uważa się za cały dzień,
  • przerwy i okresy odpoczynku oraz okresy gotowości spędzone na terytorium przyjmującego państwa członkowskiego uważa się za okres pracy.

Wielka niewiadoma

To, oczywiście, tylko propozycje. Po wakacjach europosłowie wrócą do prac nad Pakietem Mobilności, może się więc okazać, że wprowadzone zostaną pewne zmiany lub że kierowcy w ogóle zostaną wyjęci spod zasad delegowania. To ostatnie jest jednak, jak twierdzą eksperci, mało prawdopodobne.

Częściej mówi się o różnych poprawkach m.in. do omawianej reguły trzech dni. Już teraz politycy mają się np. skłaniać do tego, by dzień liczony był przy minimum 9, lub 12 godzinach.

Nie wiadomo też, jakie rodzaje przewozu zostaną objęte zasadami delegowania. Europosłowie podobno w większości nie mają wątpliwości, że zasady te powinny objąć kabotaż. W przypadku transportu międzynarodowego czy cross trade nie ma jak na razie jednomyślności.

Komentarz redakcji

Jeśli propozycja opierająca się na trzech dniach wejdzie w życie, przewoźników czeka biurokratyczna przeprawa. Będą musieli dokładnie śledzić, ile czasu spędzają ich kierowcy poza ojczyzną. Gdy tylko upłyną wspomniane 3 dni w jakimś kraju, kierowca będzie już podlegał tamtejszym przepisom dotyczącym m.in. wymiaru urlopu, płacy minimalnej, wysokości dodatków czy układom zbiorowym.

Nic dziwnego, że wielu przewoźników właśnie nadmierną biurokrację wskazywało jako główną obawę, gdy ważyły się losy Dyrektywy o delegowaniu. Bali się tego najbardziej przedstawiciele firm z Europy Środkowo-wschodniej. Czy jest się jednak czemu dziwić, skoro okazuje się, że nawet niektórzy europosłowie z Zachodu nie mają świadomości, że utrudnienia uderzą również w firmy z ich krajów?

Fot. Pixabay/pcdazero/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu