Jak sam zauważa: "W Piasecznie pod Warszawą, gdzie mieszkam, naprzeciwko budynku mieszczącego Sąd Rejonowy i Prokuraturę Rejonową oraz budynku Komendy Rejonowej Policji – a także Urzędu Miasta i Gminy – wisi sobie reklama świetlna. Fura luksów, jaką emituje, wystarcza w nocy do oświetlenia sporej części skweru, przy którym te urzędy się mieszczą. Ponieważ siatkówka ludzkiego oka funkcjonuje dość podobnie do kiepskiej jakości matrycy cyfrowego aparatu fotograficznego (coś jak w aparatach zintegrowanych w telefonach komórkowych), wystarczy pogorszenie jasności otoczenia, choćby zachmurzenie – o zmroku nie wspominając – by przejeżdżający obok kierowcy zaczęli mieć kłopoty z dostrzeganiem czegokolwiek innego poza tym telebimem". Jest to o tyle trafna uwaga, iż Kodeks Drogowy wyraźnie zakazuje umieszczania na drodze lub w jej pobliżu urządzeń, które emitują lub odbijają światło oślepiające i wyprowadzające w błąd kierowców.
Publicysta dostrzega problem nieprzystawania do siebie wzajemnie praktyki o teorii przestrzegania prawa, używając określenia "innego świata". I nieważne, czy chodzi o chodniki, ścieżki rowerowe, parkingi lub pobocza: "Absolutnie każdy przepis jest łamany – i nie oszukujmy się, tylko przekroczenia prędkości są w jakiś tam sposób ścigane".
Czy w Polsce naprawdę nie robi się nic, aby usunąć z ruchu drogowego – ludzi oraz utrudnienia powodujące zagrożenie dla zdrowia i życia innych? Na te pytanie nie tylko my musimy sobie odpowiedzieć, ale również osoby reprezentujący władzę oraz służby porządkowe naszego kraju.
Autor: Łukasz Majcher











