Wygląda na to, że policjanci na dłuższy czas stracili ważną broń w walce z kierowcami, którzy jeżdżą na podwójnym gazie. Okazuje się, że polskie prawo jest niejasne i nie wynika z niego, aby mundurowi mogli rutynowo sprawdzać trzeźwość kierowców.
Dziurawe prawo, dziurawe ustawy
O tym, że kierowcy na krajowych drogach mogą się spodziewać kontroli trzeźwości prowadzonej przez policję, mówi Kodeks ruchu drogowego. Szczegółowe zasady sprawdzania przez policję, czy kierujący nie jest pijany, powinna zawierać ustawa o wychowaniu w trzeźwości.
Ale ustawodawca wskazał w niej tylko, że policjant może podjąć taką kontrolę, jeśli podejrzewa, iż “przestępstwo lub wykroczenie drogowe popełnione pod wpływem alkoholu”.
Taki zapis nie daje mundurowym podstawy prawnej do zatrzymywania kierowców na drogach i losowych kontroli trzeźwości.
Co z tego wynika?
Bałagan w prawie tworzy duży problem. Policjanci mogą bowiem interweniować tylko wtedy, gdy:
- kierowca jedzie zygzakiem lub wykonuje inne groźne manewry na trasie
- gdy doszło do wypadku; wtedy mundurowi mogą poddać zamieszanych kierowców badaniu alkomatem lub zalecić pobranie krwi na badanie poziomu alkoholu.

Odpadają zaś wyrywkowe kontrole trzeźwości, prowadzone np. podczas większych policyjnych akcji. Kierowca może odmówić, gdy mundurowi wyciągną alkomat – bo nie ma podstawy prawnej do badania. A jeśli policjanci się uprą i uznają, że jest podstawa do wystawienia mandatu, można odmówić jego przyjęcia i pójść ze sprawą do sądu.
W rządzie sprawy unikają jak ognia
O tym, że w prawie dla kierowców jest spora dziura, alarmował Rzecznik Praw Obywatelskich. Pisał do ministra spraw wewnętrznych i do ministra zdrowia, a także do Komendanta Głównego Policji. Wszyscy twierdzą, że rozwiązanie problemu nie należy do ich kompetencji.
Sprawa trafiła do premier Beaty Szydło, która ma wskazać ministra odpowiedzialnego za załatanie dziury w prawie i przygotowanie ustawy, która trafi do Sejmu.









