Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Kierowcy, budowlańcy, informatycy i przedstawiciele zawodów z branży medycznej zostaną wpisani na listę zawodów, których reprezentanci będą mogli być sprowadzani do pracy w Polsce na uproszczonych zasadach. Tak zapowiedział Stanisław Szwed, wiceminister rodziny i pracy. Ze słów wiceministra wynika, że projekt rozporządzenia w tej sprawie ma po świętach Wielkiej Nocy trafić do konsultacji.

– Jesteśmy w kontakcie z organizacjami pracodawców i zebraliśmy od nich propozycje zawodów, które powinny korzystać z preferencji – powiedział Stanisław Szwed na łamach „Rzeczpospolitej”. Dodał, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej intensywnie pracuje nad tym, by przygotować rozporządzenie z listą 20 zawodów.

Pracodawcy mają w ten sposób zyskać możliwość sprowadzania pracowników z zagranicy na uproszczonych zasadach. Nowe przepisy miałyby zostać wprowadzone najpóźniej w lipcu-sierpniu. Co istotne, nie będzie miał już znaczenia jak do tej pory kraj, z którego pochodzi pracownik. Głównym kryterium stanie się jego zawód. Jeśli będzie na liście zawartej w rozporządzeniu resortu rodziny i pracy – wówczas zatrudnienie będzie łatwiejsze. Choć z drugiej strony wszyscy kandydaci do pracy w Polsce mają być skrupulatnie sprawdzani przez służby konsularne. W przypadku jakichkolwiek obiekcji, po prostu nie dostaną wizy pozwalającej na wjazd do Polski.

Ta propozycja ma otworzyć możliwość zatrudniania przez przedsiębiorstwa w Polsce nie tylko obcokrajowców tuż zza wschodniej granicy, których obecnie można przyjąć do pracy po uzyskaniu zezwolenia. Rozporządzenie ma stworzyć pole do ściągania pracowników także z bardziej egzotycznych krajów, jak choćby z Filipin, Indii czy Bangladeszu.

Zatrudnienie cudzoziemców – biurokracja nie ułatwia

Projekt MRPiPS jest z pewnością potrzebny, i to z kilku względów. Po pierwsze pracodawcom z wielu branż, jak choćby z sektora transportowego, brakuje rąk do pracy. Po drugie bezrobocie w Polsce od wielu miesięcy jest niskie. Według najnowszych danych GUS, w lutym wynosiło 6,8 proc., co oznacza spadek w stosunku do stycznia, kiedy wynosiło 6,9 proc. Dla porównania w lutym 2017 r. bezrobocie wynosiło 8,4 proc., a w 2016 r. – 10,2 proc.

Z badań, które przeprowadził w marcu wśród swoich członków Business Centre Club przy pomocy Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) wynika, że ponad połowa ankietowanych przedsiębiorstw zatrudnia cudzoziemców. Wszyscy uczestnicy badania odpowiedzieli, że decydują się na zatrudnianie obcokrajowców, ponieważ brakuje polskich pracowników o wymaganych kwalifikacjach. Zdecydowana większość, bo ponad 2/3 firm jest zainteresowanych zatrudnianiem zagranicznych pracowników na długi okres (powyżej 9 miesięcy).

Jest jednak i ciemna strona tego trendu – jako główne trudności związane z zatrudnianiem pracowników zza granicy pracodawcy którzy brali udział w sondażu uznali:

skomplikowane procedury zatrudniania cudzoziemców (68,2 proc.),

– znalezienie odpowiedniego pracownika (59,1 proc.),

czas oczekiwania na uzyskanie dokumentów umożliwiających podjęcie pracy przez cudzoziemca (40,9 proc.).

Liczba obcokrajowców w polskich firmach rośnie

Warto także przypomnieć, że w ubiegłym roku dwukrotnie wzrosła liczba zezwoleń na pracę dla cudzoziemców w Polsce. W tym samym czasie liczba zarejestrowanych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi przekroczyła 1,8 mln.

– Potrzeby przedsiębiorców mogą wpływać na zmianę dotychczasowego charakteru imigracji pracowniczych do Polski. Do tej pory zdecydowanie dominowała imigracja krótkookresowa i cyrkulacyjna. Większość obywateli Ukrainy, którzy są najliczniejszą grupą w Polsce, przyjeżdżała do pracy na krótko, przebywając na podstawie wizy. W ostatnim czasie obserwuje się znaczny wzrost liczby zezwoleń na pobyt czasowy – do 3 lat. Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców liczba tego typu zezwoleń wydanych dla obywateli Ukrainy przekroczyła 150 tys. Jest to trzykrotny wzrost w stosunku do roku 2015 – komentuje Anna Rostocka, dyrektor Biura Międzynarodowej Organizacji do Spraw Migracji w Warszawie.

Przedstawicielka IOM dodaje, że niezatrudnienie pracowników na czas ma negatywny wpływ na prowadzenie biznesu.

– Konieczne jest zatem kompleksowe i spójne podejście do zarządzania migracjami, usprawnienie procedur oraz skrócenie czasu oczekiwania na uzyskanie dokumentów – dodaje Anna Rostocka.

Komentarz redakcji

Pomysł resortu rodziny i pracy, by ułatwić przedsiębiorcom w Polsce zatrudnianie cudzoziemców zasadniczo wydaje się dobry. Można dyskutować, czy taka forma, jak lista 20 zawodów, która pozwoli na mniej formalności przy angażu jest właściwa. Bo może powinno być ich 30 albo 40. Faktem natomiast jest, że brak rąk do pracy, zwłaszcza wykwalifikowanych, jest zjawiskiem, które trapi polskie firmy już od dłuższego czasu. Podobnie, wiele kłopotów sprawiają  pracodawcom wciąż niezbyt przyjaźni urzędnicy, którzy wbrew wszelkim zaklęciom rządzących, potrafią piętrzyć problemy i załatwiać sprawy w tempie wyznaczanym przez administracyjne terminy, a nie potrzeby biznesu.

Warto też przypomnieć, że o tym, iż w sektorze transportowym brakuje naprawdę dużej liczby kierowców, wiadomo nie od wczoraj. Branża sygnalizowała ten problem rok temu, gdy opublikowany został w marcu raport na temat „Rynku pracy kierowców w Polsce” (jedną z jego konkluzji było to, że w Polsce brakuje ok. 100 tys. kierowców zawodowych).

Co więcej, od kilku lat wojewódzkie urzędy pracy w całej Polsce przeprowadzają badanie – „Barometr zawodów”, które pokazuje deficytowe profesje na rynku pracy. Dodajmy, że badanie to jest realizowane na zlecenie Ministerstw Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Z barometru jasno wynika, że od dwóch lat kierowca zawodowy samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych jest profesją deficytową. I porównując dane z 2016 i 2017 roku widać wyraźnie, że braki osób z takimi kwalifikacjami są coraz większe.

Dlatego uproszczone zatrudnienie cudzoziemców – inicjatywa MRPiPS, by stworzyć listę deficytowych zawodów, w ramach której procedury przyjęcie obcokrajowca do pracy będą w prostsze, jest już trochę spóźniona. Taki krok był potrzebny co najmniej rok wcześniej. A jeśli projekt po legislacyjnych procedurach zachowa swój kształt, przedsiębiorcy skorzystają z niego dopiero za kilka miesięcy.

Straconego czasu i szans na rozwój firm, jakie przez kilkanaście miesięcy się pojawiły, raczej już nie da się odrobić. Pozostaje mieć nadzieję, że rozporządzenie chociaż częściowo rozwiąże kadrowe problemy firm transportowych.

Fot. Trans.INFO

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu