REKLAMA
Mytracko

W poszukiwaniu … miedzi, czyli: Gdzie się podział towar?

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Nadal nie ustalono miejsca pobytu 5 tirów i 120 ton katod miedzianych, należących do Huty Miedzi Głogów. Co wiadomo? Transport, który wyruszył 25 lutego  do Holandii, wcale nie trafił do miejsca rozładunku. Poza tym, wszystkiego innego pozostaje się Nam domyślać.

Co dziwne takie wypadki zdarzały się już wcześniej KGHM-owi, ale co dziwniejsze nigdy na tak dużą skalę. Trudno o odpowiedź na pytanie: Co stało się z tak cennym ładunkiem? Cennym ponieważ, 5 tirów przewieźć miało 120 ton katod miedzianych o wartości szacowanej na 2,5 miliona złotych.

Kto za ten transport odpowie? Póki co, do odpowiedzialności za zaginięcie transportu nie poczuwa się nikt, mało tego nie wszyscy zauważają straty. Dariusz Wyborski, dyrektor Departamentu Public Relations w KGHM Polska Miedź nie widzi w tej sytuacji żadnych ubytków dla Huty, a odprawienie transportu uważa za zgodne z przepisami: "- W naszym zakładzie został on odprawiony zgodnie z procedurą, miał wszystkie listy przewozowe. Od tej pory odpowiada za niego przewoźnik ". Co na to Przewoźnik?  Za przewóz miedzi odpowiadała szczecińska firma na litewskich "blachach".  I tutaj zagadka dla Prokuratury Rejonowej Szczecin-Prawobrzeże, która przyjęła zgłoszenie o kradzieży właśnie z tego rejonu.

W jaki sposób odprawiony należycie transport – bowiem monitoring zakładowy KGHM-u zarejestrował  pojazdy wywożące sporny ładunek, jak również wizerunek przewoźników  –  nie dotarł do adresata? Niewiele się o tym mówi, bowiem Prokuratura prowadząca śledztwo nie zdradza żadnych szczegółów.

 

Autor: Wioletta Szostak

Zobacz również