Pracownicy włoskiej branży transportowej sprzeciwiają się wzrostowi cen paliwa oraz opłat za przejazd autostradą. Z tego tytułu domagają się interwencji rządu. Inicjatorami tego zamieszania, rozprzestrzeniającego się na całe Włochy, są kierowcy z Sycylii, którzy mówią wprost, że protest ten jest "buntem ludu".
Komentatorzy donoszą, że blokady dróg opierają się na zatrzymywaniu przez grupki włoskich kierowców innych przewoźników – w większości obcokrajowców, po czym nakazywaniu im zjechać na pobocze. Nierzadko towarzyszy tym akcjom zastraszanie. Ci, którzy się opierają, słyszą groźby wybicia szyby lub przebicia opon.
Sęk jednak w tym, iż strajk dotkliwie odczuli nie tylko kierowcy, ale i zwykli obywatele. W sklepach nie ma podstawowych produktów żywnościowych, zaś stacje benzynowe nie posiadają już paliwa. Obecne zapasy w sklepach i supermarketach skończą się za dwa dni.
Autor: Łukasz Majcher











