Peter Lundgren, 53-letni Szwed i były kierowca ciężarówki, jest wśród 751 deputowanych Parlamentu Europejskiego jedną z zaledwie kilku osób, które wywodzą się ze środowiska robotniczego. Pochodzi z Gnosjö, miasteczka w południowej Szwecji, liczącego 9400 mieszkańców.
Żona przestała go wysyłać do miejscowego sklepu po zakupy, bo „lokalnego bohatera” zatrzymują tam zawsze polityczne dyskusje, przez które nigdy nie dociera do domu na czas.
Na sercu najbardziej leży mu walka z dumpingiem socjalnym w transporcie drogowym. Broni się przy tym przed zarzutem, jakoby miał być rasistą:
Nie mam nic przeciwko bułgarskim, czy rumuńskim kierowcom. Nie zgadzam się jednak z warunkami, w jakich muszą oni pracować”
Mężczyzna 30 lat spędził za kółkiem – 10 lat w transporcie międzynarodowym, kolejnych 20 głównie w Szwecji i we wschodniej Francji. W drodze zamiast powtarzających się w kółko hitów zaczął słuchać bardziej ambitnych audycji i tak zaczęła się jego edukacja polityczna. Wkrótce został doceniony w swojej rodzinnej miejscowości, gdzie został wybrany do Rady Gminy. Potem trafił do prawicowej partii, a w 2014 wybrano go do Parlamentu Europejskiego.
Wejście „w tryby” Parlamentu Europejskiego nie było dla Lundgrena łatwe. Wszedł do niego jako członek radykalnej prawicowej eurosceptycznej partii. W PE dołączył do frakcji „Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej”, gdzie obok Nigel’a Farage jest jedną z barwniejszych postaci. Lundgren podkreśla:
Potrzebujemy współpracy w Europie, ale nie takiej, jaka jest praktykowana obecnie przez UE”.
Parlamentarzyści początkowo patrzyli na byłego kierowcę ciężarówki z dużym sceptycyzmem, jednak stopniowo zaczęli doceniać jego wiedzę i doświadczenie w branży transportowej i proszony jest o opinię w kwestiach z nią związanych. Sam Lundgren przestał się czuć w Parlamencie „jak na Marsie” i odnajduje się doskonale w nowym środowisku, nie zapominając przy tym, skąd się wywodzi.