To właśnie duży import rapy naftowej, a nie kupno maszyn przez polskie firmy, przyczynił się do pogorszenia salda handlowego w styczniu. Nikt nie spodziewał się w tym okresie tak wysokiego wzrostu wartości towarów sprowadzanych z zagranicy. NBP donosi, że import liczony w euro wzrósł aż o 9,4 proc. w skali roku. Z kolei prognozy wskazywały na dynamikę rzędu ledwie 1 – 4 proc. rocznie.
– Zwykle import przyspiesza w tym okresie w bardzo specyficznych okolicznościach, głównie wtedy, gdy mamy bardzo wysoki wzrost gospodarczy. Tak było np. na przełomie lat 2007 i 2008, gdy m.in. bardzo dobrze szła sprzedaż aut. Teraz nie było takiej sytuacji – mówi Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku.
Jednocześnie wyjaśnia, iż prognozy sporządzano na podstawie dostępnych danych, m.in. produkcji i sprzedaży detalicznej. Te natomiast nie wskazywały na tak duży przyrost wartości importu.
Grzegorz Dobroczek z departamentu statystyki NBP zaprezentował dane, na podstawie których można stwierdzić, że zaskakująco dobry wynik importu pojawił się z powodu rzeki ropy, która wpłynęła do Polski.
– Analizując ten przyrost z wykorzystaniem indeksu cen ropy uralskiej, można stwierdzić, że prawie całkowicie jest to przyrost ilości (wzrost o 27 proc. w skali miesiąca), gdyż ceny pozostały na stabilnym poziomie (wzrost o 3,8 proc. z miesiąca na miesiąc) – mówi specjalista.
Źródło: Gazeta Prawna
Autor: Łukasz Majcher









