Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Ponad 668 tys. złotych – taką kwotę alimentów zalega jeden z polskich ojców-dłużników. Inny gromadzi długi od… 13 lat. To tylko kilka niechlubnych rekordów. I choć Ministerstwo Sprawiedliwości chwali się, że w ciągu trzech lat ściągalność alimentów do państwowego Funduszu Alimentacyjnego wzrosła aż o 100 proc., to politycy uznali, że zmiany uderzające w dłużników alimentacyjnych są konieczne. Weszły w życie 11 stycznia i dotyczą zarówno pracowników, jak i pracodawców.

Jedna z najważniejszych dotyczy diet i ryczałtów. Do tej pory były one wolne od egzekucji komorniczych, prowadzonych przeciwko dłużnikom alimentacyjnym. Komornik mógł zajmować wyłącznie pieniądze z tzw. podstawy. To się zmieniło. Wolne jest już tylko 50 proc. kwoty zawartej w dietach i ryczałtach.

Jak tłumaczy rząd w uzasadnieniu do ustawy, „należy zauważyć, że część dłużników (w tym dłużników alimentacyjnych), których zatrudnienie wiąże się z odbywaniem podróży służbowych – np. kierowcy zawodowi w ruchu międzynarodowym, otrzymuje wynagrodzenie opodatkowane i oskładkowane na poziomie minimalnego lub niewiele wyższego wynagrodzenia za pracę”.

Jednocześnie osoby takie dostają dodatkowo pewną pulę pieniędzy (nierzadko dość wysoką, wielokrotnie przewyższającą podstawę), która przeznaczana jest, wedle umowy, na „pokrycie wydatków lub wyjazdów w sprawach służbowych”.

– Pracownicy różnych branż, którzy „kryli się” za dietami przed koniecznością spłaty alimentów, już nie będą mogli tego robić – komentuje Paulina Eliasz-Pietrusewicz, starszy prawnik w kancelarii TransLawyers.

– Oczywiście, w przypadku kierowców sprawa komplikuje się, kiedy rozliczani są na podstawie kilometrówek. Jest jednak możliwe, że prawo doprowadzi do tego, że z uwagi na wysokie kary przewoźnicy przejdą z kilometrówek na diety i ryczałty – dodaje.

Pracodawco, możesz zapłacić grzywnę

Sami pracodawcy również, w związku ze zmianami, muszą pamiętać o swoich obowiązkach. To na nich bowiem spoczywa wyliczenie kwoty, jaka musi trafić do komornika. Jak już wspomnieliśmy, teraz tego liczenia będzie nieco więcej.

Nie ma się jednak co uchylać przed tą odpowiedzialnością. Na nierzetelnych pracodawców czekają bowiem kary. I to od stycznia wyższe, niż dotychczas.

Jak czytamy w uzasadnieniu ustawy, ci którzy m.in.: – nie udzielą komornikowi odpowiedzi na temat dłużnika alimentacyjnego, – nie przekażą zajętego wynagrodzenia bezpośrednio do komornika, – dokonają potrącenia zajętego wynagrodzenia w zbyt niskiej wysokości, – nie zawrą odpowiedniej informacji o zajęciu wynagrodzenia w wystawionym świadectwie pracy, narażają się na grzywnę komorniczą w wysokości 5 tysięcy złotych (wcześniej było 2 tys. zł).

„Ponadto grzywna będzie podlegała powtórzeniu w sytuacji, gdy pracodawca będzie nadal uchylał się od wykonania ciążących na nim obowiązków w wyznaczonym terminie” – ostrzega ustawodawca.

Co więcej, pracodawcom grożą również bardzo wysokie kary (od 1,5 tys. do 45 tys. złotych) w sytuacji, gdy będą zatrudniać dłużników alimentacyjnych „na czarno” lub wypłacać im wynagrodzenia „pod stołem”.

Fot. Bartosz Wawryszuk

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu