Po pierwsze, warto przypomnieć klika faktów na temat (nie)bezpieczeństwa drogowego w Polsce. Pomimo stałej poprawy, sytuacja na polskich drogach należy do najgorszej w Europie. W 2011 roku zginęło ponad 4 tysiące osób; w 2012 r. liczba ta będzie znacząco mniejsza, ale wciąż daleka od oczekiwań. Od początku transformacji w 1990 r., na drogach życie straciło grubo ponad 100 tysięcy osób a ponad milion zostało rannych. Wśród nas nie ma chyba osoby, której ktoś z bliższej lub dalszej rodziny lub znajomych nie ucierpiałby w wyniku wypadku drogowego. Nie może więc dziwić, że od lat liczne środowiska jak i sami obywatele oczekiwali od władz skutecznego działania, które położyłoby kres drogowej masakrze.
Doświadczenia krajów europejskich pokazują, że najbardziej spektakularne wyniki w redukcji liczby wypadków osiągnęły te kraje, gdzie wdrożono powszechny, automatyczny system kontroli prędkości na drogach. Francja, Włochy, Portugalia – to tylko najbardziej jaskrawe przykłady, ale można zaryzykować stwierdzenie, że nie ma w Europie kraju, w którym na dużą skalę ograniczono by liczbę wypadków bez wprowadzenia systemu kontroli prędkości, czyli prościej – systemu fotoradarów. Zatem, skoro oczekiwaliśmy, że będziemy jeździć europejskimi samochodami po europejskiej klasy drogach, powinniśmy zaakceptować również europejskie standardy bezpieczeństwa ruchu drogowego, w tym przestrzeganie przepisów dotyczących prędkości.
Niestety, polski kierowca przypomina greckiego podatnika. Po 20 latach niekonsekwencji, policjantów z „suszarkami” i bardzo wybiórczego egzekwowania prawa, jest teraz zdziwiony, że ktoś upomniał się o przestrzeganie przepisów na drodze. Tymczasem fotoradary nie robią zdjęć każdemu – mandat dostanie tylko ten, kto naruszy przepisy i to najczęściej dość znacząco, gdyż mniejsze (do 10 km/h) wykroczenia nie są przez nie rejestrowane.
W publicznej dyskusji na temat fotoradarów niesmak budzi także koncentrowanie uwagi wyłącznie na kierowcach. Dlaczego pomija się np. pieszych, którzy muszą żyć w miejscowościach, przez które wiodą ruchliwe trasy krajowe i dla których poruszanie się tam jest tak niebezpieczne? Czy mamy moralne prawo przymykać oko na szybszą jazdę w takich miejscach? I dlaczego „komfort” łamania prawa przez kierowcę ma być zaspokojony kosztem ryzyka utraty życia lub zdrowia przez pozostałych użytkowników drogi?
Chcemy żyć w państwie cywilizowanym, a na to składa się właśnie stopień poszanowania prawa przez wszystkich obywateli i kultura osobista, która u kierowców jest szczególnie ważna. Agresja za kierownicą w połączeniu jeszcze z prędkością to naprawdę niebezpieczna mieszanka. Chciałbym, aby przestrzeganie przepisów wynikało właśnie z tej kultury, wzajemnego szacunku i właściwej oceny ryzyka. Przez wiele lat oglądaliśmy tysiące apeli o rozsądek, setki kampanii społecznych i spotów telewizyjnych. Apele, prośby, modlitwy okazały się nieskuteczne. Prawdopodobnie najskuteczniejsze okażą się właśnie fotoradary, bo tak stało się w wielu innych państwach. Szkoda, że jesteśmy społeczeństwem, które tylko pod groźbą kary jest skłonne się podporządkować normom wspólnym, ale jeśli taka jest cena ratowania życia to nie ma innego wyjścia. I nie wolno sprowadzać fotoradarów do kwestii finansowej próbując udowadniać, że służą ratowaniu dziury budżetowej. Prawdziwą korzyścią finansową dla państwa płynącą z systemu fotoradarów nie są dodatkowe wpływy z mandatów – te są niewielkie w porównaniu z kwotami zaoszczędzonymi w wyniku mniejszej liczby wypadków drogowych. Co roku Polska traci w wyniku wypadków drogowych od 17 do ponad 30 miliardów złotych (według różnych szacunków). Tylko NFZ wydaje rocznie ok. 2 mld zł w związku z wypadkami drogowymi. Czyli już tylko 10% spadku liczby ofiar daje setki milionów chociażby na ratowanie tysięcy innych chorych.
Nie można się dziwić, że po wielu latach państwo wreszcie postanowiło podjąć radykalne kroki. Nie płaćmy mandatów – jeźdźmy zgodnie z przepisami. Nawet, jeśli do budżetu nie wpłynie ani jedna złotówka, wszyscy zaoszczędzimy życie zdrowie i naprawdę dużo pieniędzy.
Bartłomiej Morzycki Prezes Zarządu
Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego
źródło: gitd.gov.pl
Autor: Bogumił Paszkiewicz













