– Będziemy zbierać podpisy pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą – zapowiada prezes Stowarzyszenia Bezprawiu i Korupcji STOP, Tadeusz Pepliński. Nieustannie napływają do niego skargi od przyłapanych przez urządzenia kierowców, którzy otrzymują gotowe blankiety, dające możliwość niewskazania sprawcy przekroczenia prędkości. Każdy, kto zdecyduje się na ten krok, musi zapłacić najczęściej o 100 lub 200 zł większy mandat, ale unika dzięki temu otrzymania punktów karnych. Kierowca jest wtedy karany nie za samo przekroczenie prędkości, ale za wykroczenie z art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń – przewiduje on grzywnę za celowe niewskazanie sprawcy wykroczenia drogowego.
Zdaniem Peplińskiego, jest to jawne zachęcanie do zapłacenia wyższego mandatu. Z kolei Wojciech Kotowski, redaktor naczelny "Paragrafu na drodze" dodaje, iż takie postępowanie funkcjonariuszy budzi pewne obawy. – Straż gminna powinna najpierw przeprowadzić postępowanie wyjaśniające, aby ustalić, czy właściciel pojazdu rzeczywiście nie jest w stanie wskazać sprawcy wykroczenia – wyjaśnia specjalista.
– Wielu strażom gminnym zależy wyłącznie na zarabianiu pieniędzy na mandatach, a nie szanowaniu prawa i dochodzeniu prawdy i tego, kto rzeczywiście popełnił wykroczenie – tłumaczy Witold Białęcki, kierowca ciężarówki z Witnicy.
Trudno się zatem oprzeć wrażeniu, że fotoradary już dawno przestały służyć poprawie bezpieczeństwa na polskich drogach. Jakby nie patrzeć, w wielu gminach stały się one wyłącznie maszynkami do zarabiania pieniędzy.
Autor: Łukasz Majcher











