Niestety Strajk w Kolumbii zakończył się po 45 dniach i tragicznych wydarzeniach. W Argentynie już po 4 dniach branża transportu zbóż osiągnęła niektóre ze swoich celów.
Sektor transportu drogowego w Ameryce Południowej wygrał ostatnio dwie ważne batalie. Zarówno Argentyńczycy, jak i Kolumbijczycy swoim uporem postawili gospodarki obu krajów pod ścianą.
Po 45 dniach strajku w Kolumbii w piątek 22. lipca rządowi udało się dojść do porozumienia z przewoźnikami. Zanim jednak zawarto ugodę, sytuacja stanęła na ostrzu noża. W trakcie protestów zginął mężczyzna, a wielu innych zostało rannych. Rząd konfiskował ciężarówki, a także cofano licencje transportowe. Strajki doprowadziły do braków zaopatrzenia w niektórych regionach, wzrostu cen i milionowych strat.
Niskie stawki frachtowe, wysokie opłaty drogowe, nieuczciwa konkurencja…
Kolumbijskie Stowarzyszenie Kierowców Ciężarówek (ACC) tłumaczy, dlaczego w sektorze doszło do strajku. Stawki za transport w kraju są wciąż na poziomie z 2008, a koszty już z 2016. Do tego dochodzą drożejące opłaty drogowe, nieuczciwa konkurencja i bezbronność przewoźników wobec załadowców narzucających ceny…
Porozumienie sektora z rządem składa się z 20 punktów.

Rząd obiecał także zaktualizować koszty transportu, co pozwoli przewoźnikom na negocjację cen w określonych ramach.
W Argentynie poszło znacznie szybciej
Federacja Argentyńskich Przewoźników (Fetra) i Argentyńska Konfederacja Transportu Ładunków (Catac) zwołały strajk 18. lipca, ponieważ producenci „odmówili negocjacji jakiejkolwiek podwyżki stawek” po tym, jak ceny paliwa wzrosły o 30%, a opłaty drogowe zdrożały o 400%.
Po 4 dniach rząd Argentyny obiecał ustanowienie minimalnej stawki oraz stworzenie specjalnej grupy roboczej, która przeanalizuje i przedyskutuje resztę żądań przewoźników.
Władze, nie tylko w Kolumbii i Argentynie ale i w państwach Europejskich powinny zrozumieć, jak ważny dla gospodarki jest sektor transportu.









