Długi problem firm transportowych

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 11 minut

Branża transportowa nigdy nie należała do łatwych. Jednak ostatnie lata były szczególnie trudne dla firm spedycyjno-transportowych. Spadająca liczba zleceń, rosnące ceny paliw, zabójcza konkurencja. Do czarnej listy najważniejszych problemów branży trzeba dopisać jeszcze coraz większe problemy z uzyskaniem zapłaty w terminie lub uzyskanie jej w ogóle.

Obok branży budowlanej i stalowej firmy transportowe należą do tych, które najczęściej zalegają z płatnościami. Mimo, że problem istniał wcześniej dopiero ostatni kryzys gospodarczy sprawił, że sytuacja pogorszyła się dramatycznie.

Badania analizujące rok 2009 w transporcie prezentują skalę zjawiska. Średni czas spłaty wierzytelności wydłużył się dwukrotnie w stosunku do roku 2008. Jednocześnie o 14% zmalała liczba terminowych zapłat za wykonaną usługę. W roku 2009 aż do 20% wzrosła liczba trudnych wierzytelności, których uregulowanie jest praktycznie niemożliwe. Cały czas rośnie także liczba firm zgłaszanych do różnych rejestrów dłużników i giełd wierzytelności.

Co to oznacza? Dla firm zalegających z płatnościami z pewnością kłopoty, dla sporej części także upadłość. Tylko w roku 2009 roku działalność zakończyło 61 firm transportowych. Ale rosnąca liczba długów to problem nie tylko dłużników.

Cała branża odczuwa ciężar rosnącego zadłużania, zarówno spedytorzy, jak i przewoźnicy. W wyniku błędnego koła niezapłaconych wierzytelności firmy tracą środki na prowadzenie bieżącej działalności, co dla wielu z nich jest przysłowiowym gwoździem do trumny.

Dlaczego liczba firm niepłacących swoich zobowiązań cały czas rośnie? Powodów jest przynajmniej kilka i wydaje się, że nawet najbardziej doświadczani weterani branży mogą nie umknąć jednej z wielu pułapek. Zrozumienie przyczyn, dla których łączna liczba długów cały czas rośnie jest kluczowa dla uniknięcia podobnych sytuacji we własnej firmie.

Skąd te długi?

Jedną z podstawowych przyczyn rosnącego zadłużenia jest trudna sytuacja gospodarcza, która uderzyła w sam fundament sukcesu firm transportowych. Mało która branża jest tak silnie uzależniona od innych obszarów gospodarki oraz globalnej sytuacji ekonomicznej, jak transport.

Kryzys gospodarczy, którego symptomy pojawiły się w roku 2008 był zaskoczeniem dla branży transportowej, która radziła sobie lepiej niż dobrze. W porównaniu z rokiem 1989, kiedy udział przewozu towarów samochodami ciężarowymi wynosił 10% w ciągu niecałych 18 lat udział ten wzrósł do aż 60%. Tak olbrzymie zapotrzebowanie pozwalało firmom transportowym patrzeć w przyszłość z optymizmem.

Był to okres, w którym masowo powstawały nowe firmy transportowe i w którym inwestowano olbrzymie sumy w powiększanie taboru oraz w inne obszary funkcjonowania firm. Kryzys gospodarczy z roku 2008 zastał branżę transportową w Polsce rozproszoną i spłacającą zaciągnięte kredyty.

Zmniejszająca się szybko ilość zleceń płynących z kraju i zagranicy postawiła firmy transportowe pod ścianą. Rozpoczęła się twarda walka o utrzymanie na powierzchni. W nowej, trudnej sytuacji niektóre firmy poradziły sobie lepiej od innych.

Wojna na ceny.

Jedną z ważniejszych przyczyn, które wpłynęły na rosnące zadłużenie firm transportowych była wojna cenowa. Wielu przewoźników licząc, że zła sytuacja szybko się odwróci zdecydowało się obniżyć ceny za przewóz, aby w ten sposób zachęcić ewentualnych zleceniodawców.

Logika tego postępowania była podobna: godząc się na niższe ceny mam szansę nawiązać trwałą relację ze zleceniodawcą i dzięki temu pokrywać koszty bieżącej działalności firmy. Nikt chyba jednak nie przewidział, że w tak krótkim czasie stawki potanieją nawet 4-krotnie.

Spadek cen przyspieszył, kiedy duże firmy transportowe dostrzegły możliwość przejęcia kolejnych obszarów rynku. Nikt nie powie tego na głos, ale niektórzy z największych graczy rozpoczęli dalsze obniżanie stawek za przejazd. Efektem tych działań miało być pozbycie się drobnej konkurencji, a następnie stopniowe zwiększanie stawek, kiedy sytuacja na rynku ulegnie poprawie.

Oszczędności prowadzi się na kierowcach, sprzęcie, a nawet paliwie, które w przypadkach skrajnej nieodpowiedzialności zastępuje się olejem opałowym. Wydaje się jednak, że ta strategia nie przyniosła spodziewanych rezultatów, ani dla mniejszych, ani dla większych firm transportowych.

Kiedy firmy zaczęły decydować się na zlecenia poniżej kosztów prowadzenia działalności kłopoty finansowe stały się jedynie kwestią czasu. Także klienci, przyzwyczajeni do niskich cen niełatwo zgodzą się na ich ponowne podniesienie.

Bardzo głośną sprawą, związaną z obniżaniem stawek za przewóz był upadek europejskiego giganta transportowego firmy Rico. Za jedną z głównych przyczyn zamknięcia firmy uważa się właśnie zaniżanie cen przy jednoczesnych, dużych inwestycjach w firmę. Był to dzwonek ostrzegawczy dla całej branży, która zrozumiała, że rosnące zadłużenie dotyczy nie tylko mniejszych, ale także największych i uznanych firm.

Kto, co, komu i ile jest winien?

Kolejną przyczyną rosnącego zadłużenia, która jest związana z mniejszą ilością frachtów i niższymi cenami jest fakt, że firmy transportowe stały się mniej wybredne przy wyborze kontrahentów. Wiele firm zmuszonych jest do współpracy z partnerami, których solidności nie mogą być pewne.

Przy nasilającej się walce o kolejne frachty dyspozytorzy muszą często podejmować decyzje bardzo szybko. Aby zdobyć ładunek powrotny lub zdecydować się na konkretne zlecenie decyzję trzeba podjąć tu i teraz, a jak wiadomo pośpiech jest złym doradcą. Przy tak dużej konkurencji ponoszenie ryzyka jest nieuniknione. Niestety nietrafiona decyzja często oznacza, że możemy mieć spore kłopoty z uzyskaniem należnych za przewóz pieniędzy.

To nie wszystko. Wiele przypartych do muru firm decyduje się nawet na współpracę z kontrahentem, który już wcześniej zalegał jej lub zalega w dalszym ciągu. Niestety taka postawa, to najlepsze dowód dla dłużnika, że strategia niepłacenia zobowiązań sprawdza się doskonale.

Dodatkowo sytuacja, w której jeden ładunek może być podzlecany trzem, a nawet więcej firmom, także zwiększa ryzyko, że trafimy na nieuczciwego kontrahenta. Na przykład ja, jako zleceniodawca zgłaszam się do firmy A z prośbą o przewiezienie ładunku przy stawce 3,5 zł za kilometr. Następnie firma A zleca ładunek firmie B, jednak już przy stawce 3 zł za kilometr. W końcu firma B zlecał ładunek firmie C płacąc jej 2,5 zł za kilometr.

Po wykonanym zleceniu wypłacam pełną kwotę firmie A, która pomniejszona o prowizję trafia do firmy B. Jednak firma C nie otrzymuje pieniędzy, ponieważ w firmie B w tym momencie brak pieniędzy nawet na paliwo, więc środki pieniężne są kwestią przetrwania. Firma C musi czekać albo próbować egzekwować należność.

Tego typu „łańcuszki” są powszechne w transporcie. Na samym końcu najczęściej znajdują się najmniejsze firmy, dla których terminować otrzymywania należności jest kluczowa.

Wiele firm zapomina lub nie chce pamiętać, że zgodnie z prawem (Dz. U. Nr 180, poz. 1497) osoba, która chce pośredniczyć przy przewozie rzeczy musi uzyskać licencje oraz posiadać zabezpieczenie w wysokości 50 000 euro. Gdyby stosowano się do prawa lub gdyby było ono skuteczniej egzekwowane podobnych sytuacji można by unikać częściej.

Przedłużanie terminów płatności, to kolejna plaga, która jest nagminnie stosowana w transporcie drogowym. 90-dniowe terminy płatności, specjalne klauzule w zleceniach, czy zwyczajne niepłacenie to codzienność, z jaką zmagają się firmy transportowe. Zbyt często prawdziwym powodem przedłużania terminów płatności nie jest trudna sytuacja, ale przetrzymywanie środków płatniczych na oprocentowanych kontach.

Jeśli chcesz coś zrobić dobrze…

Mimo że zadłużenie firm transportowych wynika często z trudnej sytuacji gospodarczej, to wcale nie oznacza, że powinniśmy pozwalać, aby nie płacono nam za uczciwie wykonane zlecenie. Wiele jednak zależy od samych firm transportowych. Zgodnie z zasadą lepiej zapobiegać niż leczyć warto poświęcić trochę czasu, aby sprawdzić dla kogo przyjdzie nam pracować.

Obecnie najłatwiej jest to zrobić przy użyciu Internetu. Zdecydowanie zrewolucjonizował on rynek usług transportowych. Zanim zgodzimy się na podjęcie zlecenia możemy sprawdzić firmę w ogólnym lub branżowym rejestrze dłużników. W przypadku usług transportowych warto zapoznać się z Rejestrem Dłużników Transportowych. Wiele cennych informacji o firmach zalegających z płatnościami możemy znaleźć również na giełdzie wierzytelności prowadzonej przez giełdę TRANS – przekonuje Bogumił Paszkiewicz, zajmujący się na co dzień społecznością branżową. Niewątpliwą siłą informacyjną giełdy, jest giełdowa społeczność, która aktywnie ocenia kontrahentów na naszym forum oraz w systemach komentarzy pakietu Bezpieczna firma, których wartość rośnie każdego dnia o rzetelne oceny, wystawiane zleceniodawcom, ale i przewoźnikom. Gospodarka oparta na wiedzy, to w dobie Internetu podstawa dla funkcjonowania przedsiębiorstwa. Nie ukrywamy, iż dzięki temu, że z giełdy TRANS korzysta bardzo dużo podmiotów, dla przewoźnika taka wiedza o kontrahencie jest równie cenna jak sam dostęp do bazy ładunków – dopowiada manager.

Coraz bardziej zaawansowane środki ostrożności stosują chyba wszystkie popularne giełdy transportowe. Pierwszą linią zabezpieczeń użytkowników jest system weryfikacji firm, które chcą dołączyć do giełdy. Dzięki niemu zarówno administratorzy, jak i użytkownicy mogą mięć pewność, że informacje podane w trakcie rejestracji były prawdziwe. Codziennie sprawdzamy kilkadziesiąt firm transportowych. Na 200 rejestracji pełny dostęp do giełdy otrzymuje jedynie 50 – mówi Dyrektor Operacyjny giełdy TRANS Sebastian Kania – weryfikacja obejmuje nie tylko autentyczność przesłanych dokumentów, ale także ewentualne powiązania z firmami i osobami prowadzącymi działalność na giełdzie. Na potrzeby "naszych czasów" na bieżąco staramy się dostosowywać reguły dostępu do bazy danych.

Korzystając z wielu narzędzi oraz w oparciu o konkretne wskaźniki giełda TRANS ocenia poziom ryzyka współpracy z przewoźnikami lub spedytorami. Decydując się na jedną z ofert transportowych możemy także zapoznać się z ocenami, jakie firmie wystawili inni użytkownicy. Korzystanie ze wszystkich wymienionych możliwości może znacznie obniżyć ryzyko trafienia na nieuczciwszego kontrahenta.

Walka z dłużnikami na giełdzie transportowej nigdy się nie kończy, tak jak pomysłowość osób, które usiłują korzystać z takich aplikacji z pominięciem zapisów regulaminowych. Dobry system zabezpieczeń to taki, który potrafi szybko diagnozować obszary nadużyć i skutecznie im przeciwdziałać. Inną ważną kwestią jest nie wrzucanie do jednego worka firm, które wpadły w pułapkę zadłużenia razem z firmami, które w świadomy i notoryczny sposób łamią regulamin giełdy. Nie jest łatwo sprostać temu zadaniu.

Jednak nawet w dobie Internetu niezastąpione pozostają osobiste kontakty. Nie bójmy się zapytać firmy, od której chcemy podjąć zlecenie, czy miała okazje współpracować, z którymś z naszych dotychczasowych partnerów, na przykład jakąś większą firmą. Jeśli tak, to wystarczy tylko dowiedzieć jak przebiegała tamta współpraca.

Najważniejsza zasada, to sprawdzać inne firmy korzystając zawsze z możliwie jak największej ilości źródeł informacji!

Co dalej?

Brak zapłaty za uczciwie wykonaną pracę może wytrącić z równowagi świętego. Będę się jednak upierał, że znaczna część długów transportowych jest wynikiem uczestnictwa w twardej grze, jaką szczególnie ostatnio jest transport drogowy. Na szczęście w dobie społeczeństwa informacyjnego nieuczciwe firmy mają zdecydowanie krótsze życie, a raz zdemaskowany oszust ma niełatwy powrót do branży.

Problem z rosnącymi długami może wynikać także z tego, że stały się one czymś normalnym i przez to akceptowalnym. Jednak taka postawa z pewnością nie pomaga w radzeniu sobie z dłużnikami. Każdą, nawet drobną sumę warto upublicznić. Działając w ten sposób wysyłamy silny sygnał dłużnikom, że niepłacenie należności jest złą strategią na wyjście z trudnej sytuacji w firmie. Ostrzejszy kurs na walkę z dłużnikami przyjęła także giełda TRANS. Z dniem 1 czerwca notoryczni dłużnicy otrzymają wypowiedzenie, które raz na zawsze uniemożliwi im korzystanie z giełdy.

Do zmiany tej sytuacji mogłoby też przyczynić się sprawniejsze w ściganiu dłużników ustawodawstwo. Obecne przepisy regulują te kwestie w niewystarczający sposób. Pozostaje także mieć nadzieję, że pierwsze sygnały o polepszającej się koniunkturze pozwolą firmom transportowym złapać drugi oddech.

 

Autor: Aleksander Czech

Zobacz również