REKLAMA
Waymetry V1

Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: zrzut ekranu z wideo „Truckparkings in de haven van Rotterdam”/Port of Rotterdam

Dwa lata w kabinie, miesiące bez wypłaty. Kolejny strajk w Niderlandach powiązany z litewskim przewoźnikiem

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 4 minuty

To już drugi w krótkim czasie przypadek w Niderlandach, w którym spór o wynagrodzenie z udziałem litewskiej firmy transportowej przerodził się w publiczny protest. Po niedawnej sytuacji, gdy kierowca przez dwa tygodnie mieszkał w kabinie ciągnika siodłowego przy autostradzie A1, podobna historia wydarza się teraz w porcie w Rotterdamie, w rejonie Maasvlakte.

Za tym tekstem stoi człowiek - nie sztuczna inteligencja. To materiał przygotowany w całości przez redaktora, z wykorzystaniem jego wiedzy i doświadczenia.

Ciągnik siodłowy z ładunkiem, który nie dotarł do Niemiec, stoi tam od ponad tygodnia. Jego kierowca, Parviz z Tadżykistanu, twierdzi, że od kilku miesięcy nie otrzymuje pełnego wynagrodzenia i wstrzymał dalszą trasę, domagając się wypłaty zaległych środków. Według niego jego pracodawca – litewska firma „Gretvėja” z siedzibą w Szawlach – jest mu winna co najmniej 30 tys. euro.

Dwa lata w kabinie

Parviz pracuje dla litewskiego przewoźnika dysponującego około 750 ciągnikami siodłowymi, świadczącego usługi transportowe dla niderlandzkich przedsiębiorstw. Od dwóch lat jego kabina jest jednocześnie miejscem zamieszkania – w tym czasie nie widział rodziny.

Przez ostatnie siedem miesięcy otrzymywał jedynie część i tak już niskiej pensji.

Dostawałem wypłaty, ale nigdy pełne wynagrodzenie” – powiedział Parviz niderlandzkiemu portalowi „Rijnmond”.

Wyliczenia, opracowane wspólnie z niderlandzkim związkiem zawodowym FNV, pokazują, że należna kwota była znacznie wyższa niż wypłacone wynagrodzenie. Portal nt.nl podaje, że w kalkulacjach nie uwzględniono jeszcze rekompensaty za dni urlopu ani za stałe mieszkanie w kabinie ciągnika.

Pracodawca zaprzecza zarzutom, przedstawiając dokumentację przepracowanych godzin i należnych wypłat. FNV twierdzi jednak, że zestawienie to jedynie potwierdziło wyliczenia kierowcy – kwota wypłacona była niższa niż wskazywały obliczenia.

Nie widząc innego wyjścia, Parviz zatrzymał pojazd na parkingu „Maasvlakte Plaza” i odmówił kontynuowania trasy.

Blokada ładunku w ramach prawa zatrzymania

Kierowca powołuje się na prawo zatrzymania (retentierecht), blokując ciągnik i ładunek do czasu wypłaty wynagrodzenia. Na kartce przymocowanej do kontenera widnieje informacja, że towar nie zostanie dostarczony, dopóki nie otrzyma zapłaty.

Przedstawiciele związku FNV twierdzą, że próbowano przejąć pojazd – na miejsce przyjechała laweta, jednak policja nie pozwoliła na odholowanie ciągnika, uznając prawo kierowcy do pozostania w pojeździe. Parviz twierdzi, że został zwolniony.

Zamiast wypłacić mi wynagrodzenie, próbowano mnie wyrzucić z ciężarówki” – mówi.

Problem systemowy

Sytuację monitoruje Dennis van Looijen z FNV. Zorganizowano dla kierowcy podstawową pomoc – zapewniono jedzenie, środki higieniczne i opłatę parkingową. Edwin Atema z FNV podkreśla, że to niejedyny przypadek. Zagraniczni kierowcy, zwłaszcza z państw trzecich, często otrzymują jedynie zaliczki, a pełne rozliczenia odkładane są do czasu powrotu do kraju, co stwarza zależność pracowników od pracodawcy. Związek przypomina, że kierowcom w Niderlandach przysługują wynagrodzenia określone w niderlandzkim układzie zbiorowym pracy.

Praca Parviza w Europie

W Azji Centralnej Parviz pracował jako kierowca i lubił tę pracę. Do Europy sprowadziła go perspektywa wyższych zarobków – znalazł litewską firmę oferującą kilka tysięcy euro miesięcznie. Po przyjeździe przeszedł szkolenie, podczas którego rzekomo powiedziano mu, że nie będzie musiał przestrzegać europejskich przepisów dotyczących czasu jazdy i odpoczynku.

Przez dwa lata pracował głównie w krajach Beneluksu, we Francji i w Niemczech, niemal nie opuszczając kabiny. Wynagrodzenie wypłacano według litewskich standardów, a pracodawca rzekomo wymagał wyłączania tachografu w weekendy, aby wyglądało, że odpoczywa w hostelu.

Po siedmiu miesiącach ciągłej pracy Parviz postanowił nie uczestniczyć w dalszych naruszeniach przepisów i rozpoczął protest na parkingu „Maasvlakte”. Próby przejęcia ciągnika przez przedstawicieli firmy spełzły na niczym – kierowca wezwał policję, która uznała jego prawo do pozostania w pojeździe.

Co dalej?

Formalnie Parviz ma cztery tygodnie na opuszczenie UE, ponieważ jego umowa o pracę została rozwiązana. Planuje odwołać się od zwolnienia, ale jednocześnie szuka nowego pracodawcy. Twierdzi, że pracodawcy wykorzystują luki prawne, a obietnice dotyczące wynagrodzenia są zwykle ustne, co stawia pracowników w trudnej sytuacji. Parviz zamierza pozostać na parkingu do momentu otrzymania należnych środków i zauważa, że niektóre firmy zaczęły zatrudniać kierowców z Filipin, którzy nie znają europejskich przepisów, co – jego zdaniem – ułatwia wykorzystywanie pracowników.

Komentarz „Gretvėja”

Firma kategorycznie odrzuca wszystkie zarzuty, twierdząc, że wypłaciła kierowcom wynagrodzenie zgodnie z umową i prowadzi działalność w najwyższych standardach prawnych i zawodowych. Kurs do Mannheim zleciła niderlandzka firma spedycyjna „Falco Lines”, która odmówiła komentarza w sprawie stosunku pracy Parviza, podkreślając jedynie rolę cyfryzacji w procesach transportowych.

Tagi:

Zobacz również