O słowach tych zrobiło się głośno w niemieckich mediach, co nie spotkało się z zadowoleniem naszych zachodnich sąsiadów. Wypowiedź polskiego ambasadora zirytowała szczególnie niemieckich mundurowych. Szef związku zawodowego funkcjonariuszy, Bodo Pfalzgraf, dostrzega tutaj nawet "arogancję i ignorancję".
Ciekawe jest jednak to, że niektórzy niemieccy politycy z regionów graniczących z Polską zgadzają się z Polakiem. Uważają, że niemiecka policja rzeczywiście nie radzi sobie z problemem – głównie z powodu braków kadrowych.
– Jestem zupełnie innego zdania niż wasz ambasador. Każdy samochód może zostać otwarty i skradziony i to nie jest tak, że w Polsce są one lepiej pilnowane. Nawet do najlepiej strzeżonego samochodu można się włamać w minutę. Nieważne czy stoi w Polsce czy w Niemczech – tłumaczy dziennikarzom RMF FM mężczyzna zamieszkujący Brandenburgię.
To właśnie w tym landzie dochodzi do najwyższej kradzieży. Sprawa jest o tyle poważna, że do walki ze złodziejami stworzono specjalną jednostkę policji.
O komentarz w sprawie wypowiedzi Marka Prawdy, poprosiliśmy Szczepana Sadurskiego:
Autor: Łukasz Majcher











