Przed piłkarskimi mistrzostwami nie uda się zbudować co najmniej 200 km zaplanowanych na Euro 2012 autostrad. Ogłoszony w ciągu kilku najbliższych tygodni przetarg na budowę 140 kilometrów A1 nie ratuje sytuacji, a droga nie powstanie tak jak kilkaset kilometrów w innych dróg.
Zapowiedzi były imponujące. Najpierw przed Euro 2012 miało powstać około 2 tys. km dróg ekspresowych i około 1000 km autostrad. Rok później rząd zweryfikował plany i zredukował ilość planowanych dróg ekspresowych o połowę, ale za to obiecywano wybudowanie wszystkich zaplanowanych autostrad. Jednak na dwa lata przed mistrzostwami znów konieczne było zweryfikowanie możliwości. Wygląda na to, że uda się wybudować około 700 km dróg ekspresowych i około 700-800 km autostrad.
Problemy jaki nastręcza budowa autostrady A1 były przez nas opisywane. Teraz wątpliwości budzi również finalizacja budowy odcinka A1 ze Świerklan do Gorzyczek na granicy z Czechami. Wątpliwości pojawiły się również w kwestiach budowy 90-cio kilometrowego odcinka A2 z Łodzi do Warszawy. Autostrada ma być przejezdna, czyli poza wylanym asfaltem nie będzie nic, ale nawet i na taki program minimum harmonogram jest bardzo napięty – mówi Adrian Furgalski, dyrektor ZDG TOR. – Jeżeli powtórzą się zimy równie ostre jak w tym roku, inwestycji nie uda się zakończyć na czas. Niepokojące jest też to, że za kilka tygodni Chińczycy, którzy budują w sumie 50 km tej trasy, powinni wchodzić na budowę, tymczasem nie widać, by ściągali maszyny i ludzi.
Drogi ekspresowe, które mają łączyć miasta, w których rozgrywane będą mecze, okażą się wielkim placem budowy. Budowa trasy S7 z Koszwał do Elbląga potrwa do 2013 roku, jej odcinka koło Płońska – do 2014 r. Część odcinków drogi S5 między Poznaniem a Wrocławiem zostanie oddana dopiero pod koniec 2012 r. – przyznaje Marcin Hadaj, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
W praktyce niemal żadna droga, która miała przyjąć podróżujących kibiców nie zostanie w pełni zbudowana czy zmodernizowana. W większości nowych inwestycji prace będą prowadzone po nowym śladzie, więc na istniejące drogi to nie wpłynie – mówi Marcin Hadaj. – W miejscach, gdzie prace będą kolidowały z głównymi potokami ruchu, na czas Euro w maksymalny sposób będziemy go usprawniać.
Jednak sposoby usprawniania ruchu, o których mowa nie są zbyt uspokajające. W grę wchodzi ręczne sterowanie ruchem, dopuszczenie tymczasowego ruchu na gotowych odcinkach dróg oraz przygotowanie lokalnych objazdów.
Według Wojciecha Malusiego, prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, głównym powodem tak opłakanej sytuacji jest marazm urzędniczy oraz składanie nierealnych obietnic. To kwestia ambicji. Zbyt długo chcieliśmy pokazać, że uda nam się zakończyć wszystkie prace do mistrzostw w 2012 roku. W końcu też kurczowo rząd przestał się trzymać hasła o drogach „przejezdnych” na Euro – dodaje Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Już w 2007 roku było wiadomo, że nie uda się wybudować zapowiadanych 3 tys. km tras – podkreśla Malusi. Jak twierdzi, opóźnienia już nie uda się nadrobić. Program budowy dróg opiewał na 120 mld zł. Do tej pory wydaliśmy ok. 30 mld zł. W dwa lata nie uda nam się wydać kolejnych 90 mld zł – mówi Malusi.
Autor: Marta Wiśniewska
Źródło: http://www.rp.pl/artykul/55270,471061.html











