Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie otrzymuje liczne odwołania od decyzji ITD z pierwszych tygodni funkcjonowania systemu poboru opłat. Był to okres w którym zatrzymywano największą liczbę kierowców nieopłacających e-myta. Pierwsze wyroki w tych sprawach już zapadły.
Przewoźnicy przegrywają w sądach. Bronią się argumentami, że nie korzystają regularnie z dróg płatnych albo, że drogi te nie są oznaczone. Często próbują tłumaczą się długą nieobecnością w Polsce lub problemami z zakupem urządzeń naliczających opłaty.
"Te tłumaczenia nie przekonują sędziów, bo takich usprawiedliwień zwalniających z opłat nie przewidują przepisy" – wyjaśnia Michał Kosiarski, właściciel firmy doradczej Kos-Consulting. "Koronnymi dowodami na niekorzyść kierowców są też protokoły kontroli drogowych podpisywane przez nich bez wnoszenia jakichkolwiek zastrzeżeń w momencie zatrzymania pojazdu przez Inspekcję" – dodaje Kosiarski. Podkreśla, że podnoszenie w odwołaniach argumentów, które tak naprawdę kierowca powinien zgłosić już podczas kontroli drogowej, jest całkowicie nieskuteczne.
Zarzuty kierowców, że opłata 3 tys. zł jest niewspółmiernie wysoka do przewinienia, również są odrzucane. "Obowiązujące przepisy prawa nie przewidują możliwości miarkowania kary przez organ" – przypomina WSA.
Nierzadko kierowcy sami popełniają proste błędy formalne. Nie uiszczają np. 120 zł wpisu sądowego, co automatycznie prowadzi ich skargi do odrzucenia. Innym błędem jest wysyłanie skarg bezpośrednio do sądu administracyjnego, zamiast za pośrednictwem Inspekcji.
Źródło: motoryzacja.interia.pl
Autor: Łukasz Majcher









