Pod koniec kwietnia właściciel irlandzkiego przedsiębiorstwa transportowego otrzymuje telefon ze strony służby granicznych z Coquelles (okolice Calais). Jest proszony o pilne przybycie na miejsce celem odebrania swojego pracownika, który został zatrzymany wraz z naczepą, w której znajdowała się wieprzowina. Właściciel przedsiębiorstwa zjawia się na miejscu kilka godzin później. Zostaje następnie przesłuchany i ostatecznie aresztowany….
Z nocy na 21 na 22 kwietnia, jeden z kierowców pracujących w przedsiębiorstwie pechowego właściciela przechodzi kontrolę graniczną pod kanałem La Manche. Wówczas skaner wykrywa podejrzany obiekt w pojeździe. Strażnicy odkrywają bowiem dwie gaśnice zawierające łącznie ponad 10000 gramów heroiny i kokainy.
Wziąłem puste gaśnice w Irlandii, by następnie zabrać je do Belgii. Kilka dni później odbierałem je z Holandii celem ich dostarczenia do Anglii” – starał się tłumaczyć kierowca
Mężczyzna bardzo dyplomatycznie opisuje proceder, w którym brał udział. Rzecz jasna wszystko na polecenie swojego przełożonego, który wszystkiemu zaprzecza.
Prowadzę małe przedsiębiorstwo transportowe, a oprócz tego, pracuje jako taksówkarz. Czy jeśli byłbym dużym przemytnikiem narkotyków, czy byłbym tak głupi, aby wchodzić do paszczy lwa?„
Zdaniem prokuratury, właściciel przedsiębiorstwa był bezsprzecznie zamieszany w proceder. Kary, których domagał się prokurator miały być srogie: 4 lata bezwzględnego więzienia dla właściciela przedsiębiorstwa i 42 miesiące bezwzględnego więzienia dla kierowcy, który jak sam przyznaje działał na wyraźnie polecenie swojego pracodawcy. Sąd w Boulogne-sur-Mer (okolice Calais) okazał się jednak nieco bardziej łaskawy i zasądził niższe kary: całkowitą konfiskatę zatrzymanego mienia oraz mandat wysokości 367000 euro dla właściciela oraz karę bezwzględnego pozbawienia wolności w wymiarze lat dwóch oraz dodatkowo rok więzienia w zawieszeniu na pięć lat dla kierowcy.









