Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Stanowisko Rady Unii Europejskiej ws. zmian w dyrektywie o delegowaniu wywołało falę komentarzy.  Polska liczyła na więcej, ale przedstawiciele branży transportowej mają nadzieję, że niekorzystne dla Polski zapisy uda się zneutralizować w Pakiecie Mobilności. Są głosy krytyczne, ale nie brakuje też zadowolonych z takiego obrotu sprawy.

Mimo sprzeciwu Polski, Litwy Łotwy i Węgier, na poniedziałkowym posiedzeniu Rady UE w Luksemburgu, ministrowie krajów Wspólnoty przyjęli stanowisko, w którym transport (z wyjątkiem tranzytu) nie został całkowicie wyłączony z dyrektywy o delegowaniu. W sektorze transportowym stosowanie nowych rozwiązań dotyczących delegowania będzie przesunięte do czasu wejścia w życie przepisów szczególnych zawartych w Pakiecie Mobilności.

Jeśli chodzi o całą nowelizację dyrektywy o delegowaniu, to państwa członkowskie będą miały trzy lata na wdrożenie nowych przepisów od momentu ich ustanowienia. Firmy z kolei mają mieć o rok dłuższy czas na dostosowanie się od nich. Okres delegowania ustalono na 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o przedłużenie go o dodatkowe 6 miesięcy.

Jak podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, odnośnie zmian w dyrektywie o delegowaniu Rada Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Spraw Konsumenckich (Rada EPSCO) podjęła także decyzję o zapewnieniu pracownikom delegowanym wynagrodzenia obowiązującego w państwie przyjmującym w miejsce dotychczasowych minimalnych stawek płacy.

Rząd nic nie wskórał ws. transportu

Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, mówiła w poniedziałek, że dla Polski punktem wyjścia dla przyjęcia i zaakceptowania kompromisu były zmiany, które dotyczyły transportu międzynarodowego, w tym kabotażu. Niestety w tej kwestii polskiej delegacji nie udało się osiągnąć postępu. Rada UE zdecydowała, że techniczne szczegóły dotyczące transportu drogowego znajdą się w kolejnych dyrektywach.

Minister Rafalska była pytana przez dziennikarzy po posiedzeniu czy kraje, które były po drugiej stronie barykady, jak np. Francja zdecydowały się podczas negocjacji na jakieś ustępstwa.

– Tego kompromisu w sprawie transportu w żadnym zakresie nie osiągnięto. Myślę, że po drugiej stronie była postawa nieustępliwości, a pozostawiono duży obszar do negocjacji w pozostałych dziedzinach – powiedziała.

– Z punktu widzenia Polski to, co jest korzystne w przyjętej i poprawionej jednak dyrektywie, to wprowadzenie przepisu dotyczącego 4-letniego okresu przejściowego. Jest to stosunkowo długi okres, który da czas przedsiębiorcom na to, by mogli zapoznać się z nowymi przepisami i stosować te nowe rozwiązanie – powiedziała Rafalska.

Kilka pozytywnych zapisów na otarcie łez

Innym pozytywnym dla polskich firm zapisem jest utrzymanie zasady, według której koszty zakwaterowania, wyżywienia i transportu wypłacane są zgodnie z przepisami państwa wysyłającego. – Były też propozycje, żeby było to zgodnie z kosztami państwa przyjmującego, więc uważamy, że to dla naszych firm jest korzystne rozwiązanie – dodała.

Ponadto zaproponowane zostało wprowadzenie przepisu dotyczącego złagodzenia odpowiedzialności pracodawcy wtedy, gdy zastosował się do błędnej, niekompletnej informacji o wynagrodzeniu lub innych elementach zatrudnienia, które zostały opublikowane na jednej stronie internetowej danego kraju.

– Była zgoda Grupy Wyszehradzkiej dotycząca wynagrodzeń. To jest społecznie, z punktu widzenia pracowników, bardzo ważny czynnik, czyli równa płaca za tę samą pracę wykonywaną w oddelgowaniu. A do tej pory obowiązywały stawki minimalnego wynagrodzenia. Dzisiaj z punktu widzenia pracownika, te rozstrzygnięcia będą korzystne. Chcę z jednej strony podkreślić zagrożenia dla konkurencyjności firm transportowych, a z drugiej powiedzieć, że delegowanie odnośni się nie tylko do transportu – podsumowała wiedziała Rafalska.

Przegrana, czy remis?

W krytycznym tonie, komentuje kształt porozumienia przyjętego w Luksemburgu Danuta Jazłowiecka, europosłanka Platformy Obywatelskiej, która zarzuca rządowi, że nie utrzymał jedności Grupy Wyszehradzkiej.

Czechy, Słowacja, ale i Bułgaria i Rumunia (gdzie był prezydent Francji Emmanuel Macron omijając szerokim łukiem Polskę) zagłosowały za bardzo złymi rozwiązaniami w sprawie delegowania pracowników” – pisze na swoim profilu w mediach społecznościowych Jazłowiecka.

Według niej brak rozmów z Francją i Niemcami na temat delegowania polskich pracowników sprawił, że przeciwko niekorzystnym rozwiązaniom dla polskich firm wraz z rządem PiS głosowały tylko Węgry, Litwa i Łotwa.

To jest efekt marginalizowania Naszego kraju. (…) Przegraliśmy dwie najważniejsze rzeczy – długość delegowania i osobne rozwiązania dla transportu! Rząd nie potrafił nawet stworzyć wspólnej linii z Hiszpanią, która ostatecznie zagłosowała za kompromisem, a dla której transport był tak ważny” – napisała Jazłowiecka.

Z kolei premier Beata Szydło pytana o komentarz ws. stanowiska Rady UE powiedziała PAP, że wynik europejskich negocjacji w sprawie przepisów o pracownikach delegowanych to „1:1”.

– W tej chwili są zapisy, które udało nam się włożyć i one poprawiają te propozycje, które były przez Francję zgłoszone, natomiast oczywiście nie wszystko nas satysfakcjonuje, co jest rzeczą naturalną – dodała.

Premier pytana o jedność krajów naszego regionu w tej sprawie, zapewniała wczoraj, że Grupa Wyszehradzka ma się dobrze. Zaznaczyła jednocześnie, że „nie jest niczym nowym”, że kraje grupy „nie zgadzają się we wszystkim”.

Branża nie traci nadziei, a związkowcy się cieszą

Śledząc obrady i początkowe stanowiska państw unijnych, które zgłaszały wiele zastrzeżeń, do zmian w dyrektywie, Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska, był nastawiony optymistycznie co do końcowego rezultatu.

– Smuci fakt, że nie doszło do porozumienia, jakiego byśmy sobie życzyli. Sukces odnieśli prezydent Francji i kraje skupione w tzw. sojuszu paryskim, czyli m. in. Niemcy, Belgia, Włochy, Luksemburg. Tzw. kompromis w sprawie dyrektywy o delegowaniu, bo trudno go nazwać prawdziwym kompromisem, daje nam jednak czas na to, by działać i walczyć dalej – komentuje szef TLP.

Mimo iż stanowisko przyjęte przez Radę UE (przy sprzeciwie Polski i kilku innych krajów), rozczarowuje, to zdaniem Wrońskiego, nadal jest pole do działania w Parlamencie Europejskim i dla rządu – w Radzie Europejskiej.

– Warunek, że postanowienia dyrektywy o delegowaniu będą musiały wejść łącznie z Pakietem Mobilności, daje nam możliwości do dalszej walki o korzystne zapisy. Teraz chodzi o to, żeby za pomocą Pakietu wprowadzić rozwiązania, które nie będą stanowiły dla polskiego transportu wielkich barier w działalności – mówi Maciej Wroński i dodaje, że teraz w Parlamencie Europejskim będzie toczył się proces ucierania stanowisk wyrażonych przez Radę UE i komisje Europaralmentu.

– Te nowe przepisy podejrzewam, że na pewno wejdą z początkiem 2018 roku. Najbardziej obawiam się tego, że niektóre kraje, będą prowadziły politykę faktów dokonanych. To znaczy, że choć na razie w projekcie jest mowa o 4-letnim okresie na przystosowanie się firm do nowych przepisów, to np. Francja wdroży je od razu i będzie je od razu egzekwować – mówi Maciej Wroński.

Komisja Europejska w takim hipotetycznym przypadku będzie mogła wszcząć postępowanie przeciwko krajowi nie dotrzymującemu 4-letniego okresu przejściowego, ale to dla przedsiębiorców słaba pociecha. Spór między Brukselą a danym krajem może toczyć się miesiącami, a w tym czasie przewoźnicy będą zmuszeni respektować niekorzystne przepisy.

Zadowolone ze stanowiska Rady UE są za to związki zawodowe. – To pozwoli nam zapanować nad rynkiem. Jeśli firmy będą upadać, to głównie małe, które już działają na granicy rentowności. Te powinny wypaść z rynku. Trzeba zlikwidować też tych działających nieuczciwe. Niech zostanie elita. Małe firmy muszą się łączyć w korporacje, tak jak na zachodzie i podwyższać standardy. A przypominam, że w Polsce mamy 40 proc. małych film – mówi w money.pl Tadeusz Kucharski, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Transportu Drogowego NSZZ „Solidarność”.

Związkowiec uważa, że przegrana polskiego rządu, który nie zdołał przeforsować swojego stanowiska jest w sumie dobra dla pracowników, także kierowców.

– Walczymy o równą płacę za tę samą pracę wykonywaną w każdym miejscu w Europie. Cały czas jestem drodze, a więc to tam wykonuję swoją pracę. Tu jedynie wsiadam do samochodu. Chcę być wynagradzany na podobnym poziomie, jak moi koledzy z Francji, Niemiec czy Hiszpanii – mówi Tadeusz Kucharski.

To jeszcze nie koniec

Porozumienie przyjęte przez większość ministrów krajów UE nie zamyka jeszcze prac nad projektem zmian w dyrektywie o delegowaniu. Kolejnym krokiem będą negocjacje z Parlamentem Europejskim.

Odnosząc się do wyników głosowania na forum Rady UE, wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański podkreślił, że „to nie koniec walki o zasady delegowania w Europie”.

Sprawy, co do których zarówno europosłowie, jak i Rada UE są zgodne, prawdopodobnie nie ulegną już zmianie. Przypomnijmy, że Komisja zatrudnienia i spraw socjalnych Parlamentu Europejskiego proponuje jednak dłuższy niż Rada UE, bo 24-miesięczny okres delegowania. Gdyby taki zapis znalazł się w ostatecznej wersji nowelizacji dyrektywy, byłoby to lepsze z punktu widzenia polskich przedsiębiorców.

Foto: European Union

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu