Rumuńscy kierowcy cieszą się w Europie złą sławą. Wiele na ten temat mogą powiedzieć francuskie służby policji i żandarmerii patrolujące najbardziej uczęszczane odcinki dróg w tym kraju. Pracujący na rzecz hiszpańskiego przewoźnika dwaj rumuńscy kierowcy stanęli 7 kwietnia przed francuskim sądem z powodu oszustw, których dokonywali nie płacąc za przejazdy autostradami. Ich kierownikowi także nie można odmówić „głowy do interesów”…
Przez okres odpowiednio dziewięciu miesięcy w 2015 roku, oskarżeni kierowcy za każdym razem, kiedy przejeżdżali na autostradzie A9 na wysokości Saint-Jean-de-Védas, gwałtownie dojeżdżali do bramek, podkładając szlaban na przednią części zderzaka. W normalnych warunkach barierka powinna się wyłamać, lecz z przyczyn bezpieczeństwa się podnosiła, co pozwoliło kierowcom korzystać z tego odcinka autostrady bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek opłat. Francuski operator autostrad Vinci szacuje zatem poniesione straty na kilkanaście tysięcy euro w przeliczeniu na jednego kierowcę bowiem Rumuni wielokrotnie korzystali z usług przewoźnika w tym okresie.
Podczas przesłuchań rumuńscy kierowcy mieszkający na stałe w Hiszpanii nie szczędzili szczegółów na temat praktyk stosowanych przez przewoźnika, u którego mieli okazję pracować. Prokurator Złożone przez nich wyjaśnienia uznano za wiarygodne: ich zeznania się pokrywały, podczas gdy wygląda na to, że nie mieli okazji ich wcześniejszego uzgodnienia. Z zeznań wynika, iż hiszpański przewoźnik oferował każdemu z nich 380 euro za przejazd na trasie Hiszpania-Niemcy. Powyższa kwota stanowiła nie tylko ich wynagrodzenie, ale także była przeznaczona na pokrycie wszelkich innych kosztów. Obaj kierowcy również deklarują, iż instrukcje na temat sposobów unikania opłat za autostrady otrzymywali od własnego przełożonego. Jedną ze „złotych rad” kierownika obu oskarżonych panów było zalecenie wykorzystywania luk w systemie zabezpieczeń. Kierownik wiedział, iż na niektórych trasach wykupienie biletu na krótszy odcinek pozwala przejechać dłuższy.
Co gorsza, podczas gdy przyłapani na gorącym uczynku pracownicy przedsiębiorstwa musieli się gęsto tłumaczyć, ich przełożony, pojawiał się w siedzibie operatora autostrad i regulował wszystkie mandaty co do grosza. Jeśli wierzyć kierowcom, to ”ryzyko zostało wpisane w koszta”. Jeden z kierowców uszkodził również tachograf, uniemożliwiając tym samym prawidłowy odczyt danych, co spowodowało, że został także oskarżony o fałszowanie ewidencji czasu pracy. Nie robił tego jednak z własnej woli bowiem chcąc pracować musiał przystać na warunki pracodawcy-oszusta. Sąd skazał tego przełożonego na karę roku więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę wysokości 5000 euro. Jego podwładni otrzymali karę w wymiarze jednego miesiąca w zawieszeniu.












