Ideą wprowadzenia fotoradarów na polskich drogach, było podniesienie poziomu bezpieczeństwa – jednym słowem prewencja. Okazało się jednak, że kontrole fotoradarowe stanowią istną żyłę złota. Niektóre gminy generowały roczny przychód liczony w milionach złotych, a problem nadmiernej prędkości mimo to nadal nie znikał. Według danych KGP, w samym ubiegłym roku, w wyniku zbyt szybkiej jazdy, doszło do ponad 9200 wypadków, w których zginęło 1117 osób – czyli ponad 40% wszystkich ofiar śmiertelnych.
Pojawia się zatem prosty wniosek – większa ilość fotoradarów wcale nie oznacza większego bezpieczeństwa. Województwa mazowieckie i śląskie, które mają u siebie największą liczbę tych urządzeń w kraju, mogą się jednocześnie "pochwalić" największą liczbą wypadków.
Minister Infrastruktury nakazał, aby w ciągu trzech lat z dróg zniknęły wszystkie fotoradary-atrapy. Aktywne urządzenia oklejone zostaną żółtą taśmą, aby kontrole nie zaskakiwały kierowców. Agnieszka Kaźmierczak z serwisu Korkowo.pl uważa, że działania te i tak prowadzą do niczego. Fotoradary nie sprawdzają się jej zdaniem jako instrument prewencji, ponieważ zaburzają płynność jazdy, co paradoksalnie doprowadza do zagrożenia.
Rzecznik Głównego Inspektoratu Drogowego zapowiedział kupno 300 nowych fotoradarów. Obecnie posiada ich 75. Jedno takie urządzenie kosztuje ok. 150 tys. zł. Nie trudno obliczyć, że docelowo Inspektorat przeznaczy na ich zakup nie mniej, niż 45 milionów zł. Aby inwestycja ta się zwróciła, Inspektorat będzie musiał wystawić przynajmniej 300 000 dodatkowych mandatów!
Nowe fotoradary staną w szczególnie niebezpiecznych miejscach. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że działania te mają charakter pokazowy. Urządzenia nie sprawdziły się w przeszłości, dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? Czy nie lepiej zająć się istotnym problemem jakim jest chociażby stan polskich dróg? Na te pytania nie uzyskamy z pewnością jednoznacznej odpowiedzi. Jedynym pewnikiem będzie tradycyjnie fakt, że na decyzjach podjętych przez Inspektorat, jak zwykle ucierpią podatnicy.
Autor: Łukasz Majcher









