Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Firmy wytwarzające towary i wprowadzające je na rynek zawsze liczą na klientów. W normalnych warunkach, już nawet po dość krótkiej bytności produktu na półkach można oszacować, jakim będzie cieszył się popytem w przyszłości. Gorzej, jeśli obecności danego towaru na rynku towarzyszyć będzie jakieś trudne do przewidzenia wcześniej zdarzenie lub zjawisko. O typowych mechanizmach rynkowych można wtedy zapomnieć, a prognozowanie zaczyna przypominać przysłowiowe wróżenie z fusów.

Po to aby efektywnie zarządzać logistyką i produkcją trzeba umiejętnie prognozować popyt. Do tego celu stosuje się różne metody, a najprostszy z podziałów mówi o metodach ilościowych i jakościowych. Te pierwsze prezentują to, ile finalnych towarów znalazło nabywców w danym okresie (np. kwartał) i dzięki temu można ocenić trendy. Druga z metod, najogólniej mówiąc bazuje na opiniach i badaniach ekspertów, a zatem ludzi mających doświadczenie w prognozowaniu popytu (towarzyszyć temu mogą np. badania ankietowe).

Są też innego rodzaju podziały, np. na tzw. metody naiwne (mniej więcej odpowiadają opisanej wcześniej metodzie ilościowej; wybrana obserwacja z ustalonego okresu historycznego stanowi dobrą prognozę dla przyszłej wartości), w tym średniej ruchomej (uśrednienie wartości dla kilku okresów i wykorzystanie wartości średniej jako prognozy dla okresu kolejnego), czy metody tzw. wygładzania wykładniczego (praktyka pokazuje, że wyniki z ostatnich okresów są zawsze bardziej miarodajne niż te z okresów dalszych). Czasem stosuje się metody związane z uzgadnianiem prognoz. 

Wszystkie te metody, lepiej lub gorzej, sprawdzają się w tzw. “normalnym” środowisku. W każdym przypadku cel ich stosowania jest też jednakowy: optymalne zarządzanie zapasami w logistyce oraz produkcji, co z kolei pozwala zredukować koszty i zwiększyć zyski. Każda z metod ma jednak zalety i wady. To one stały też u podstaw stworzenia tzw. modeli hybrydowych, łączących różne techniki i skupiając ich odpowiednie zalety.

Prognozowanie hybrydowe sprawdza się w okresie kryzysu

Hybrid Demand Sensing to opisywana przez specjalistów metoda prognozowania popytu mająca szczególnie sprawdzać się w trudnych czasach. Nie brakuje opinii, że właśnie z takimi czasami mamy teraz do czynienia. 

Robert Kaufholz, dyrektor ds. Projektowania rozwiązań w ToolsGroup podkreśla, że ciągle nie brakuje zwolenników tradycyjnych metod prognozowania. Są wygodne, tyle że bazują jedynie na historycznych wzorcach popytu, pomijając dane uzyskiwane w czasie rzeczywistym. 

– Dzisiaj jest lepszy sposób. Podobnie jak w przypadku prognozowania pogody, można wykształcić inteligentne systemy wyczuwania zapotrzebowania, aby przewidywać z pozoru chaos popytu konsumentów z dużą dokładnością. Hybrydowe systemy stosują wiele technik prognozowania i typów danych mówi Robert Kaufholz.

Wyczuwanie aktualnego popytu

Istotą prognozowania hybrydowego jest zatem coś, co specjaliści nazywają wyczuwaniem aktualnego popytu. Bynajmniej nie chodzi o “odkrywanie Ameryki”, a jedynie umiejętne wykorzystanie dostępnych powszechnie narzędzi. Portal SupplyChainBrain podaje kilka przykładów, w jaki sposób wyczuwanie popytu pomaga firmom przekształcić wiedzę w zyskowne działania. 

Po pierwsze mowa o usprawnieniu planowania w oparciu o dane wydobywane bezpośrednio z punktów sprzedaży – PoS (współczesne narzędzia informatyczne pozwalają natychmiast przekazywać i odpowiednio gromadzić tego rodzaju informacje).  

Po drugie rzecz w poprawie wydajności planowania, a ściślej mówiąc znaczne przyspieszenie procesu składania lub wycofywania zleceń (również dzięki narzędziom informatycznym). Umożliwia to uelastycznienie nie tylko dystrybucji towarów, ale głównie ich produkcji (mniejsza produkcja “na magazyn”). 

Trzeci z elementów stanowi nieustanne dopasowywanie koniecznych zapasów, z podziałem na konkretne lokalizacje. Chodzi o uniknięcie, dość często występujących sytuacji, w których globalnie podaż jest w stanie zaspokoić popyt, jednak z powodu błędów w planowaniu dostaw dla poszczególnych lokalizacji, w jednym miejscu notowany jest niedobór, w innych nadmiar towaru.

Ważna jest możliwość zbilansowania ilości towaru przychodzącego do magazynu z tym, który z niego wychodzi (to kwestia prawidłowego reagowania na informacje pochodzące z systemów informatycznych). Odpowiednie wykrywanie popytu powoduje synchronizację tych dwóch grup.

Ograniczenie strat jako bonus

Istotnym elementem jest również dokładniejsze planowanie zapotrzebowania sezonowego. Pomocne są programy dotyczące tzw. widoczności łańcucha dostaw, pozwalające reagować szybciej i precyzyjniej kierować dostępny towar (natychmiastowe wykrywanie i informowanie, w których punktach konkretnego asortymentu już nie ma). 

Lista korzyści hybrydowego wykrywania popytu wynika głównie ze sposobu przekazywania informacji bazowych, szybszego analizowania i natychmiastowego podejmowania odpowiedniej reakcji zwrotnej. W tradycyjnych systemach prognoza dotyczy najczęściej horyzontu dwu-, a nawet trzymiesięcznego, w systemie hybrydowym prognozy dostosowywane są praktycznie na okrągło. 

Korzyścią z wyczuwania popytu jest też właśnie to, że natychmiast uwzględnia krótkoterminowe trendy w prognozie, mogące wynikać z niespodziewanych, niemożliwych do przewidzenia wcześniej zdarzeń. Swoistym bonusem, poza wzrostem wydajności, obniżeniem zapasów itp. jest też ograniczenie strat, wynikających np. z ryzyka uszkodzenia zalegającego długi czas, niesprzedanego towaru, czy ograniczenia do minimum odpadów produkcyjnych. 

Komentarz redakcji

Teoretycznie, w każdej firmie można wdrożyć wymienione metody prognozowania popytu. Teoretycznie, bowiem praktyka pokazuje, że tylko niewielka liczba małych podmiotów korzysta już z zaawansowanych rozwiązań informatycznych, a bez tego stosowanie hybrydowego prognozowania jest raczej trudne. Im więcej PoS składa się na daną strukturę, tym prognozowanie hybrydowe ma większy sens. Tym bardziej widoczne i wymierne będą też efekty jego stosowania. Złudzenia trzeba przy tym zostawić na boku, w praktyce nigdy nie uda się w stu procentach zaprogramować “zgodności” produkcji i dystrybucji, można jedynie starać się maksymalizować uzyskiwany wynik. Nie ma też wątpliwości, że jest się z czego “odbijać”, bo jak wynika z przeprowadzonych badań, dotychczas tylko w mniej niż jednej czwartej przypadków prognozowania popytu udało się zmieścić planistom w pięcioprocentowej granicy błędu in plus bądź in minus. To dane dotyczące “normalnych” sytuacji, w  przypadku sytuacji nadzwyczajnych wynik byłby pewnie jeszcze mizerniejszy.

Fot. Pixabay/ColiN00B

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu