Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Wielu producentów testuje hybrydowe ciężarówki już od wielu lat. Po naszych miastach miały one jeździć już od dłuższego czasu. Jednak jak to zrobić skoro na dzień dzisiejszy w dalszym ciągu nie można ich kupić, ani nawet nie wprowadzono ich do seryjnej produkcji…

Wydawałoby się, że przy mniejszym spalaniu nawet do 30-35 procent hybrydowe ciężarówki staną się niemalże hitem rynkowym. Do tej pory jednak słyszymy tylko o ich rozwoju i ewentualnych postępach w mediach. Co jednak z praktyką, kiedy zobaczymy je na szosie?!

Na ten czynnik składa się pewna sieć komplikacji. Jednakże wątpliwym jest, aby nie było firm, które mogłyby skorzystać na użytkowaniu hybrydowych pojazdów ciężarowych.

Mówi się, że hybryda w porównaniu do konwencjonalnej ciężarówki zużywała o ok. 30 proc. paliwa mniej. Co ciekawe, Volvo jako oficjalny powód tego, że nie rozpoczęto jeszcze produkcji podało światowy kryzys, który miał miejsce w zeszłym roku. Idąc dalej tym tropem rozumowania, można dojść do wniosku, że firmy transportowe nie były zainteresowane hybrydami. Ale w dalszym ciągu nie wydaje nam się, że obok owych 30 proc. można przejść obojętnie – przyczyna musi więc tkwić gdzie indziej.

Można domniemać, że producenci przeprowadzając badania marketingowe lekko się zawiedli. Istnieje teoretycznie możliwość, że wyszły one niekorzystnie dla hybryd i firmy pracowały nad nimi tylko po to, aby poprawić swój wizerunek w oczach ekologów (wielu ich można już znaleźć u władzy, szczególnie w Skandynawii), ale to w sumie mało prawdopodobne. Bardziej realny wydaje się scenariusz, w którym przy pewnych założeniach producenci doszli do wniosku, że tego typu technologia ma przyszłość. Jednym z założeń musiał być fakt, że w miarę upływu czasu spadnie koszt samej produkcji hybrydy.

Całkiem możliwe, że tak się jeszcze nie stało i dlatego producenci ciężarówek nie oferują tego typu pojazdów. Ile musiałaby bowiem dziś kosztować tego typu maszyna? Niestety, tego nie wiemy, znamy tylko ceny pojazdów osobowych, które z dwoma napędami są zazwyczaj dużo droższe niż w podobnych wersjach (lub też podobnej klasy i wielkości) wyposażonych tylko w jeden silnik. Różnica w cenie może wynieść nawet 40% na niekorzyść osobowej hybrydy, a mówimy przecież tutaj o masowej produkcji. Tymczasem żadna ze znanych nam ciężarówek dystrybucyjnych nie może być raczej określona mianem wielkoseryjnej, no chyba, że mówimy o rynku USA.

Produkowana przez koncern Daimler, niewielka 7,5-tonowa ciężarówka Mitsubishi Canter Eco Hybrid- do zeszłego roku była dostępna tylko w Japonii. Jednak pod koniec 2009 r. 10 egzemplarzy Canterów sprzedano irlandzkiej firmie dostarczającej energię elektryczną Supply Board (ESB) z Dublina. Co ciekawe, przyzwolenie na to wydał nie kto inny, jak właśnie rząd Irlandii. Nie słychać co prawda, że „nieco dorzucił” się do tego zakupu, ale tak trzeba przypuszczać.

To jednak niejedyne zamówienie – kolejne 10 sztuk tych hybryd ma być bowiem dostarczonych do Austrii. Koncern Daimler rozważa także rozszerzenie sprzedaży tych ciężarówek na inne rynki, nie tylko europejski, w najbliższym czasie. Dziwi tylko jeden fakt – otóż w Japonii pojazd ten dostępny jest już od lipca 2006 r. i kupiło go tak raptem 600 klientów! Dlaczego tak długo zwlekano z jego wprowadzeniem do sprzedaży – nie wiadomo, ale coś jest na rzeczy.

Czas to jedyna metoda by cokolwiek wyjaśniło się w tej sprawie. W zasadzie żadne z koncernów nie jest w stanie odpowiedzieć rzeczowo i krótko- na czym polega problem?! 
 

 

Autor: Paulina Pożarycka

Źródło: http://moto.money.pl/wiadomosci/flota/artykul/czy;hybrydowe;ciezarowki;maja;przyszlosc,39,0,595495.html

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu