Do prasy wyciekły w ostatnich dniach wewnętrzne dokumenty firmy Recode, z których wynika, że autopiloty Ubera są automatyczne tylko z nazwy.
Okazuje się, że przed Uberem jeszcze daleka droga do stworzenia prawdziwego autopilota. Z firmy Recode, która testuje technologię Ubera, wyciekły ostatnio do mediów szokujące dane. Kompromitujące informacje dotyczą częstotliwości i charakteru interwencji kierowcy siedzącego w trakcie testów za kierownicą pojazdu sterowanego przez komputer.
Okazuje się, że autopilot w trakcie testów w styczniu tego roku potrzebował pomocy człowieka średnio co 0,9 mili (niecałe 1,5 km). W lutym wyniki były jeszcze gorsze i komputer wymagał interwencji kierowcy co 0,71 mili (co 1,14 km). Czy w takim wypadku możemy w ogóle mówić o autonomicznej jeździe?
To nie jedyna kompromitująca Ubera
Wyżej wspomniane interwencje kierowcy dotyczyły sytuacji mniej poważnych. Niemniej jednak interwencje o krytycznym charakterze – w sytuacjach niebezpiecznych – również zdarzały się dość często. Autopilotowi trzeba było “pomagać” raz na 196 mil (ok. 315 km). Przy większych dystansach, jakie pokonują Amerykanie, lub w transporcie towarów, krytyczna interwencja zatem byłaby wymagana przez system przynajmniej raz dziennie.
Jak informuje portal buisnessinsider.com, Uber nie skomentował informacji dotyczących wyników testów.
Foto: Wikimedia Commons










