Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Gdy sieci handlowe zaczynały w Polsce raczkować, drogi były inne i logistyka praktycznie jeszcze nie istniała. Gdybym pisał ten artykuł 15 lat temu, wspomniałbym o zupełnie innych wyzwaniach. Wtedy ktoś, kto miał swój tabor, swoich kierowców – był wygrany. Dziś wysyłka palety bardziej opłaca się jako usługa niż utrzymywanie i serwisowanie swojego taboru. Niemniej jednak nadal nie jest to takie czarno-białe.

Często kupcy w sieci handlowej pytają mnie, jak proces dostawy towaru wygląda w firmie, którą reprezentuję. Postanowiłem podzielić się trzema kluczowymi problemami, z którymi się stykam.

Okienka awizacyjne

Jeśli kupiec zatwierdza zamówienie towaru prosi mnie o wystawienie faktury i zaawizowanie towaru. Faktura najczęściej leci przez wewnętrzny system elektronicznej wymiany dokumentów EDI, chociaż nie jest to regułą.

Awizacja towaru natomiast odbywa się przez wewnętrzy panel awizacyjny, który jest już najczęściej wewnętrzną aplikacją sieci handlowej. Otrzymujesz wtedy konkretną datę a nawet godzinę dostawy towaru. Akceptujesz to i musisz stanąć na rzęsach, żeby dokładnie tak się stało. Panele awizacyjne są po to, żeby usprawnić proces dostaw i pozbyć się kolejek przed centrum dystrybucyjnym. Gdyby każdy kierowca przyjechał na godz. 8.00, to sparaliżowałoby to pracę magazynu i rozwścieczyło już i tak niecierpliwych kierowców.

Wyzwanie z jakim się spotykamy, my firmy sprzedające do sieci handlowych, to żelazna deklaracja od strony przewoźnika, że dopilnuje daty i godziny. Wiele razy miałem sytuację, że w dzień dostawy kierowca jednak nie dojechał na czas, albo okazało się, że ktoś nie przyszedł do pracy lub auto się rozkraczyło na środku A4. Niesie to za sobą szereg konsekwencji, z których najbardziej bolesną będzie utrata kontraktu.

Kary za niedostarczenie w terminie

Kontynuując temat zajrzyjmy do umów współpracy, jakie sieci handlowe zawierają z dostawcami. Załóżmy, że jest to produkt sezonowy – na Black Friday. Mamy ustaloną gazetkę, towar, ilości. Drukarnia wydrukowała, kolporterzy roznieśli, internet pokazał, telewizory wyświetliły. Jedyne, co jeszcze musi zagrać na czas, to LO-GI-STY-KA. Jeśli będzie jeden dzień spóźnienia, to akcja przepada.

Dlatego w kontrakcie jest 25 tys. zł kary za niedostarczenie w terminie + 4 tys. zł za każdy dzień opóźnienia. Wcale nie chodzi o wydojenie z dostawcy dodatkowej kasy. Bardziej chodzi o podniesienie rangi całego biznesu. Gdy szukałem firmy, która weźmie takie ryzyko wspólnie ze mną, wiele razy odwracano się na pięcie. Z pewnością taka usługa będzie droższa, albo dodatkowo ubezpieczona – jak najbardziej jest to zrozumiałe, ale odpowiedzcie mi, kto zaoferuje mi taką PREMIUM GOLD MAXX usługę?

Odmowa przyjęcia towaru

Najlepiej handluje się wódką. To się nie psuje, nie pleśnieje, nie ma terminu przydatności. Dodałbym jeszcze, że szybko się zwraca i jest wysoko oprocentowana. Nie każdy ma jednak szczęście handlować bezproblemowym produktem. Ostatnio doradzaliśmy firmie, która dostarcza świeże owoce i warzywa do sieci handlowej. Problem, z jakim się spotykają, to quality manager przyjmujący towar w magazynie centralnym. Taki jegomość potrafi wejść do naczepy, znaleźć jedną spleśniałą truskawkę i odmówić przyjęcia wszystkich 32 palet. Wiem, że nie zawsze jest taki srogi, ale dostawcy jabłek, marchewek, borówek wiedzą o czym mówię.

Kupiec kiedyś mi powiedział, że tylko dlatego nie zamawiają dostaw z zagranicy, bo w Polsce można odmówić przyjęcia towaru, a dostawca już odpala swoją fabię w dieselu i jedzie po nocy z językiem na brodzie, żeby udobruchać pana od jakości w magazynie centralnym. Często wymiana, jednej sztuki, jednej warstwy lub palety wystarcza. Kto mniej ambitny, wycofuje się po takich anomaliach współpracy. A kto sprytniejszy traktuje to jako wyzwanie.

Czy jest firma transportowa w Polsce, która pomoże dostawcom i weźmie część ryzyka na siebie? Marzy mi się taka usługa, gdzie ogarnięty kierowca umiejętnie rozmawia z magazynem centralnym i wypracowuje rozwiązanie problemu. Można ująć to w jakąś procedurę. Oj sprzedałbym takie usługi w kilka miejsc…

Na rynku krąży opinia, że sieci handlowe robią same problemy i jedynie męczą tych biednych dostawców coraz to nowymi problemami. Czy nie jest odwrotnie? Chociaż jest coraz lepiej, to jednak kulawi dostawcy i logistyka z „paździerza” spłodziły dodatkowe procedury przy przyjęciu towaru.

Reprezentując największych polskich producentów dostarczających towar do sieci handlowych mogę śmiało powiedzieć, że na logistyce oszczędzać nie można. Tanie mięso psy jedzą. Przyjmijcie wyrazy uznania ci przewoźnicy, którzy zapewniacie „jakość”, a nie jedynie „jakoś”.

Fot. Wikimedia/CC0

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu