Tak się handluje punktami?

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Wszczęto postępowanie wobec nieprawidłowości przy wystawianiu mandatów przez straż miejską. Podejrzane są zobowiązania, wypisane na podstawie zdjęć z fotoradaru.

Sprawa została zgłoszona tuż po przeprowadzonej kontroli przez policjantów z białostockiej komendy. W zeszłym roku sprawdzili oni, jak strażnicy obsługują swój jedyny fotoradar i w jaki sposób później rozliczają złapanych kierowców.

Jak się okazało, poważne wątpliwości wykryto na drodze wystawiania mandatów- bynajmniej do tego, komu były wystawiane.

Dopatrzono się sporych rozbieżności- przykładowo: jeżeli na fotografii wykonanej przez maszynę widać, że za kierownicą zbyt szybko pędzącego samochodu siedziała kobieta z długimi jasnymi włosami, to potem okazywało się, iż mandat wypisywany był na łysego mężczyznę.

Śledztwo dotyczy tylko ewidentnych przypadków, kiedy jakość zdjęcia pozwala bez najmniejszego problemu rozpoznać, kto siedział za kierownicą. Fotografie, na których sylwetka kierującego lub jego twarz jest nieostra lub w inny sposób niemożliwa do identyfikacji, od razu są odrzucane– wyjaśnia Dorota Antychowicz, zastępca szefa w Prokuraturze Rejonowej w Białymstoku.

Od połowy zeszłego roku przesłuchano ponad 350 osób, a w kolejce czeka jeszcze około 1,5 tysiąca. I nie oznacza to końca. Badane jest każde zdjęcie z fotoradaru, gdzie da się rozpoznać kierowcę oraz wystawiony później mandat.

Poszukiwane są osoby, które przyjęły mandat za nie swoje wykroczenie, ale też strażnicy miejscy, którzy takie wątpliwe mandaty wypisywali.

Odkąd wprowadzono w Polsce punkty karne dla kierowców łamiących przepisy drogowe, równocześnie w internecie pojawili się chętni, który za pewną opłatą brali je na swoje konto. Stawki były różne, od 100 zł do 300 zł za jeden punkt.

W białostockim śledztwie, jeżeli potwierdzą się nadużycia straży miejskiej, zagrożone mogą być też osoby, które godziły się na przyjęcie nie swojego mandatu, oraz te, które karę powinny otrzymać, a tego uniknęły. Kodeks karny określa to przestępstwo jako wyłudzenie poświadczenia nieprawdy. Bez znaczenia jest to, czy tylko pomogliśmy znajomemu uniknąć kary, czy "kupiliśmy" bądź "sprzedaliśmy" punkty karne. Grozi za to do trzech lat więzienia.

Wyników śledztwa Prokuratury Rejonowej w Białymstoku należy się spodziewać nawet za kilkanaście miesięcy.
 

 

Autor: Paulina Pożarycka

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7734883,Lewe_mandaty_strazy_miejskiej.html

Zobacz również