28 października na Białorusi miało miejsce głośne zabójstwo kierowcy ciężarówki, 33-letniego Igora Knoroza. Jego koledzy po fachu za pośrednictwem mediów społecznościowych zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla wdowy i osieroconej trójki dzieci, czym nagłośnili wydarzenie. Sprawą zainteresowały się media krajowe, powstała petycja o wymierzenie najsurowszego wymiaru kary dla zabójców. Co się obecnie dzieje na trasach międzynarodowych, sprawdzili dziennikarze z “Wieczornego Brześcia”.
33-letni Igor ruszył w trasę z Mińska do Kazachstanu i zaginął w Rosji wraz z ciężarówką. Poszukiwania trwały ponad tydzień. Po kilku dniach przypadkowy kierowca, który zatrzymał się na poboczu, znalazł ciało Igora w stogu siana na granicy obwodów lipieckiego i tambowskiego, w okolicach wsi Sawinka, ok. 450 kilometrów od Moskwy. Ciało znajdowało się 300 metrów od miejsca, gdzie zniknął sygnał jego GPS. Sprawcy na razie nie są znani.
Tną plandeki i wpuszczają gaz do kabiny
Historia Igora jest jedną z wielu. Kilka dni temu zamordowano kierowcę w obwodzie tulskim w Rosji, z kolei inny kierowca z Białorusi nie daje znaku życia od 9 listopada, odkąd na swojej Scanii AB 3606-2 znalazł się w pobliżu miasta obwodowego Tiumeń, ok. 350 kilometrów od granicy z Kazachstanem. Napady na ciężarówki zdarzają się w Rosji coraz częściej i są coraz bardziej zuchwałe.
Michaił Konowałow, zastępca naczelnika wydziału ds. walki z przestępstwem przeciwko mieniu w rosyjskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych twierdzi, że w 2015 r. w Rosji odnotowano prawie 26 tys. przypadków kradzieży ładunków bądź pojazdów. W porównaniu do lat 2013-2014 jest to wzrost o 72 proc.
Władze nie są w stanie poradzić sobie z tą plagą, dlatego przewoźnicy próbują zabezpieczyć się na własną rękę. Po tragedii z Igorem niektórzy białoruscy przewoźnicy skrócili stałe trasy tylko do Moskwy, gdzie następuje przeładunek.
Jeździmy tylko do Moskwy. Dalej to już zbyt niebezpiecznie: mogą pociąć plandekę, wpuścić do kabiny gaz. Staramy się zorganizować przejazd tak, by zapewnić kierowcy najwyższy poziom bezpieczeństwa – postoje tylko na strzeżonych parkingach, szkolenia przed wyjazdem, instruktaże doświadczonych kolegów itd.”, – mówi Irina Lapicz, dyrektor firmy transportowej z Grodna.
Liczy się tylko cenny ładunek
Jak się okazuje, cenne ładunki za naszą wschodnią granicą są raczej bezpieczne. Przewoźnicy w takich przypadkach wolą jednak chronić je dodatkowo: kierowcy nocują tylko na strzeżonych parkingach, pojazdy są śledzone za pomocą urządzeń GPS, a zamki naczep są zabezpieczone specjalnymi urządzeniami – jeśli system odnotuje próbę włamania, automatycznie się blokują.
W przypadku “zwykłych” ładunków kierowcy muszą radzić sobie sami. Wożą zatem ze sobą w kabinach pistolety pneumatyczne, kije baseballowe, metalowe pręty. Zatrzymują się na parkingach sąsiadujących ze stacjami benzynowymi, gdzie zazwyczaj jest monitoring, dobre oświetlenie, Wi-Fi. Dodatkowo starają jeździć grupami, tworząc konwoje z ciężarówek.
Doświadczeni kierowcy uciekają na Litwę i do Polski
W firmach przewozowych panuje mniemanie, że kierowcy wystawiają się na niebezpieczeństwo często z własnej winy.
Nie chcą parkować na strzeżonych (i płatnych) miejscach postojowych. Wolą stanąć obok stacji czy postoju drogówki. Potem pobierają na parkingu “lewy” paragon i rozliczają się z firmą za płatny postój. A w ubezpieczeniu stoi jak byk: jeśli pojazd parkuje na niestrzeżonym miejscu, towarzystwo ubezpieczeń nie wypłaci odszkodowania”, – opowiada Siergiej Tereszkowiec, przewoźnik z Grodna.
Transportowcy dodają, że chodzi tu głównie o młodych pracowników. O dobrego kierowcę jest obecnie bardzo ciężko, zatem w trasy ruszają młodzi i niedoświadczeni kierowcy przed 30-stką. Profesjonaliści wyjeżdżają na Litwę i do Polski, gdzie otrzymują wyższe pensje.
Foto: pixabay.com











