Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Problem braku kadry w niemieckiej branży transportowej narasta. Młodych kierowców brakuje, starsi niebawem przejdą na emeryturę. Kto będzie realizował trasy dla Niemców, jeśli będą dalej walczyli ze “wschodnioeuropejską nieuczciwą konkurencją”?

Niemieckie związki transportowe biją na alarm. „W ciągu najbliższych 15 lat 2/3 kierowców przejdzie na emeryturę” – mówi Markus Olligschläger ze związku DSLV. Z 1,5 miliona kierowców, którzy w zeszłym roku posiadali kartę kierowcy, już ponad milion jest przekroczyło 45. rok życia.

Wg Olligschlägera, przeciętnie, kierowcy ciężarówek przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, więc branża powinna szykować się na jeszcze większy kryzys związany z brakiem kadry.

Powody problemu branży

Szef związku BGL (Federalny Związek Transportu Towarów i Logistyki) Dirk Engelhardt uważa, że to proces demograficzny. “Coraz mniej młodych ludzi chce zostać kierowcą ciężarówki, a ci, którzy już pracują w branży wkrótce odejdą na emeryturę. Wg Engelhardta powodem może być tu m.in. zniesienie obowiązku służby wojskowej. Bundeswehra szkoliła wcześniej 15 000 kierowców ciężarówek rocznie.

U źródeł problemu wg Engelhardta stoją także przewoźnicy i kierowcy ze Wschodniej Europy. Oferowane przez wschodnie przedsiębiorstwa niższe ceny usług transportowych wywierają sporą presję na niemieckim rynku. Przez to z kolei niemieccy przedsiębiorcy nie są w stanie płacić swoim pracownikom tyle, ile by chcieli, podkreśla szef BGL. Niskie pensje, wg Engelhardta, są przyczyną braku zainteresowania młodych ludzi pracą w branży transportowej. To nie ostatni z powodów…

Portal spiegel.de przywołuje historię przedsiębiorcy z Berlina, który poszukiwał 2 kierowców ciężarówki do transportu lokalnego. Na rozmowę o pracę stawiło się 5 kandydatów – 4 z nich stwierdziło, że 6. rano to zbyt wczesna pora na rozpoczęcie pracy. Cóż, ewidentnie mamy tu do czynienia z rynkiem pracownika, nie pracodawcy.  

Wg ostatnich badań Dekry 60% ofert pracy dla kierowców dotyczy transportu lokalnego. Transport zagraniczny w Niemczech realizowany jest w większości przez wschodnioeuropejskich przewoźników, podkreśla Gerd Bretschneider, szef Cechu Transportu Drogowego Berlin-Brandenburg.

Dokąd zmierza niemiecki transport?

MiLoG (ustawa o płacy minimalnej), Sojusz drogowy, zakaz spędzania 45-godzinnej przerwy w kabinie ciężarówki – wszystko po to, by pod chwytliwym hasłem “walki z dumpingiem socjalnym i nieuczciwą konkurencją” pozbyć się z europejskiego rynku wschodnioeuropejskich przewoźników. Dokąd zaprowadzą Niemców te działania? Kto wsiądzie na Zachodzie za kierownicę ciężarówki, kiedy większość kierowców przejdzie na emeryturę, a przedsiębiorstwa ze Wschodu zostaną wyparte z rynku przez kolejne protekcjonistyczne przepisy? Zdaje się, że Niemcy podcinają gałąź, na której siedzą. Niektórzy z nich zdają już sobie z tego sprawę:

 “Jeśli Polaków zabraknie, zawali się cały niemiecki system”, podkreśla Jochen Eschborn, szef niemieckiej sieci spedycyjnej Elvis. Reakcje na te słowa są zgoła różne w Polsce i w Niemczech. Spójrzcie sami (tłum. komentarza po niemiecku: “Co ten typ pali?”):

8c07c5f0-7c73-402e-8013-58234a908492?server=place0

e9cb2348-f322-4976-b32b-3c9424a8f344?server=place1

Do znalezienia kierowcy warto zatrudnić profesjonalistów

Kierowców ciężarówek brakuje i będzie brakowało. Pracodawcy zamieszczają ogłoszenia na plandekach samochodów, banery na ogrodzeniach czy oferty na coraz droższych portalach z pracą. To już przestaje wystarczać. W związku z tym firmy coraz częściej są gotowe zapłacić aktualnym pracownikom za polecenia kierowców, ale wciąż jeszcze niechętnie korzystają z pomocy agencji zatrudniania.

Agencje dostarczają pracodawcy krótką listę kandydatów do pracy na wskazanym stanowisku. Takich, którzy są już zapoznani z ofertą pracy, odpowiadają wymaganiom pracodawcy i są gotowi do nowych wyzwań. Takich agencji, które wchodzą w sektor transportowy, jest coraz więcej, jednak za ich pomoc w znalezieniu pracownika trzeba zapłacić zwykle kwotę w wysokości miesięcznego wynagrodzenia kierowcy (z dodatkami). Nawet jeśli przedsiębiorca ponosi koszty utraconych korzyści, bo ciężarówka, zamiast jeździć, stoi na placu, wydanie kilku tysięcy na pomoc profesjonalistów przychodzi mu jeszcze wielkim trudem. W wielu innych branżach pracodawcy przekonali się, że za dobrych specjalistów, do których z pewnością zaliczyć należy kierowców zawodowych, trzeba zapłacić. Transport także do tego dojrzeje.

Kandydat dopasowany do wymagań przewoźnika

Na rynku pojawiają się także inne rozwiązania, które pomagają przewoźnikom znaleźć odpowiedniego kandydata na pracownika, np. TransJobs.eu. To platforma rekrutacyjna oparta na systemie, który automatyzuje część procesu, dzięki czemu koszty poszukiwania kierowcy oraz cena za usługę są niższe.

Tutaj za zatrudnienie kierowcy doświadczonego pracodawca płaci tylko 1 500 zł netto, a za niedoświadczonego 1 200 zł netto. I są to dokładnie takie stawki, jakie wiele firm oferuje swoim obecnym pracownikom za polecenie do zatrudnienia kierowców.

Foto: mages.volvotrucks.com/LKW Checker

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu