Na realizację marzeń nigdy nie jest za późno. Dowodem na to jest historia kobiety, która jeszcze w dzieciństwie marzyła zostać operatorem dźwigu. Pomysł młodej Niny spotkał się z dezaprobatą rodziców, w efekcie czego “wylądowała” w przedszkolu. Dziś, choć złożyły się na to bardzo nieprzyjemne okoliczności, z uwielbieniem pruje szosy.
Dziwnym zrządzeniem losu zrealizować marzenie kobiecie pomogło…rodzinne nieszczęście. Najpierw straciła męża, potem syna i tak pozostała wraz z wnuczką zdana na własne siły. Praca w tym zawodzie zapewnia lepsze wynagrodzenie, więc…decyzja zapadła.
Kabiny nie dla kobiet
W Białorusi, gdzie mieszka nasza bohaterka, kobieta w charakterze kierowcy ciężarówki to wciąż ewenement. Jak sama twierdzi, kto był w Europie ten wie, że tam panie za kółkiem wielgachnych maszyn to standard. Ale nie tu.
Jeśli 5 lat temu byłam jedyną kobietą na Białorusi, która otrzymała prawa jazdy na ciężarówkę, to dziś ich jest, być może, z 10”, – opowiada Nina.
Zaskoczenie, zdziwienie a później dezaprobata – to częsta reakcja, z jaką się spotyka podczas trasy. Tymczasem kobieta ma spory staż – przejeżdża swoim Mercedesem Actrosem z kabiną Megaspace 155 000 kilometrów rocznie.
Co kobieta wie o ciężarówkach?
Kierowca z wieloletnim stażem może sporo wiedzieć o pojazdach ciężarowych. Nie musi się przy tym specjalnie interesować pojazdami. Wystarczy doświadczenie. O tym właśnie opowiada Nina:
- Scania dobrze jedzie pod górę;
- Mercedes świetnie się sprawdza podczas częstych wzniesień;
- Kabiny Scanii są bardzo dobrze ocieplone, zimą można jeździć w koszulce;
- Mercedesy z ciepłem mają problem, posiadają źle wyregulowane webasto;
- Actrosom zdarza się mieć źle zamontowane resory itd.;
Dodaje, że dla niej wszystkie pojazdy są jednakowe. W końcu zasada działania jest taka sama.
W kabinie gotuje nawet barszcz
Nina odbywa trasy głównie na terenie Rosyjskiej Federacji. Pomimo tego, że warunki w tym kraju dla kierowców mocno się polepszyły, to jednak przed wyjazdem zawsze przezornie się zabezpiecza.
Swój dom na kółkach Nina wyposażyła w cały potrzebny sprzęt: butlę gazową, garnki, czajnik, lodówkę, miednicę do mycia, pościel, ręczniki.
W trasie jestem jak w domu. W kabinie przyrządzam wszystko, nawet barszcz”, – mówi kobieta.
Praca za kółkiem to czysta przyjemność
Bez względu na to, że to nie jest najłatwiejszy zawód, Nina wykonuje go z przyjemnością. Chociażby ze względu na możliwość podziwiania pięknych widoków w Holandii, Turcji, Węgrzech, Rumunii, Bułgarii czy spoglądania w morską dal podczas przepraw promowych. Wypłata również nie jest zła.
Jedynym minusem jest jej ciągła nieobecność w domu. Ale skoro już nie posiada rodziny jako takiej, to i żałować nie ma czego.
Foto: transinfo.by










